wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 4 - Strach

Poranek spędziłam jedząc naleśniki w syropie klonowym. Nie jadłam śniadań przez dłuższy czas... i zdecydowanie mogę ten posiłek nazwać moim ulubionym.

- Chcesz jeszcze herbaty, Lia? - zaoferowała pani Briffen, zbierając brudne talerzyki.

Wytarłam usta serwetką.

- Tylko trochę.

Jej usta uformowały się w uśmiech po czym wlała mi ciepły napój do kubka, robiąc to już 3 raz.

- Jeśli lubisz te naleśniki mogę je zrobić take jutro na śniadanie.

- Dziękuję pani Briffen.

- Nie ma problemu. Jak ci się spało?

- Nie mogłam spać.

Spędziłam całą noc w pokoju gościnnym na wierceniu się na łóżku . Oczywiście łóżko było bardzo wygodne i ekskluzywne ale coś w środku mnie nie pozwalało mi spać.

Co chwilę zmieniała swoją pozycję. Miałam dzikie wyobrażenie, które nawet mi się podobało ale rozkazałam mojemu umysłowi się zamknąć.

- Planujesz kiedyś wrócić do szkoły? - zapytała pani Briffen. Dużo rozmawiałyśmy rano i opowiedziałam jej wszystko o sobie. Nie miałam problemu z opowiadaniem jej o tym wszystkim. Była naprawdę miłą kobietą która potrzebowała kogoś z kim mogłaby pogadać.

- Chciałabym. Ale nie wydaje mi się że mogę. - odpowiedziałam, mieszając łyżeczką herbatę. - Tak w ogóle.

- Tak?

- Ten chłopak. - spojrzałam na nią -  Dlaczego jego ojciec załatwił mu ... Baby Doll?

- Jego imię to Harry. - wyjaśniła - I on... umm....więc, miał wiele dziewczyn, ale nigdy nie był z żadną długo. Wydaje mi się że nie podoba się to jego ojcu. Oh, i to taka tradycja w ich rodzinie... być z dziewicą zanim skończy się 20 lat. Nie pytaj mnie o to, bo nie wiem dlaczego tak jest. To jest ich tradycja.

Chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam znaleźć odpowiednich słów.

- Jego matka umarła gdy miał trzynaście lat. Wciąż zachowuje się jakby miał tyle lat. Jestem z nimi wystarczająco długo by wiedzieć że chłopak był z nią bardzo związany i jej śmierć zmieniła wiele w jego życiu. Chłopak jest godny zaufania...

- Pani Briffen! - męski głos słyszany w tym domu wczoraj, przerwał naszą rozmowę.

- Idę! - odpowiedziała zanim obróciła się do mnie, przegryzając wargę. - Możliwe że powiedziałam za dużo. - wyszeptała zanim szybko wyszła z kuchni.

Szybko związałam włosy gumką. Gdy głos się zbliżał się do kuchni mój instynkt podpowiedział mi by się ukryć. Zeskoczyłam z mojego krzesła a moje palce chwyciły moją sukienkę, która nie sięgała do kolan, by naciągnąć ją trochę niżej.

Moja głowa szukała jakiegoś kąta w którym mogłabym się schować, gdy nagle drzwi się otworzyły i ukazały niechlujnego chłopaka którego widziałam zeszłego wieczoru.

Jego włosy wciąż były potargane a koszula rozpięta, ukazując kawałek kolekcji tatuaży które miał na sobie. Przetarł oczy zanim napotkały one moje oczy. Nie trwało to długo, szybko spuściłam wzrok w dół.

- Kto to jest? - w końcu zapytał.

Pani Briffen ruszyła do przodu kładąc ręce na moich ramionach

- To jest Thalia. Jestem pewna że twój ojciec mówił ci o niej.

- To jest ta dziewczyna? - uniósł brwi.

- Tak.

- Nie wygląda jak jedna z nich. - powiedział jakby nie było mnie w tym pomieszczeniu - Ile ona ma lat?

- Powiedz mu, kochanie.

- M- mam 17 lat. - powiedziałam, wciąż mając opuszczoną głowę.

Zawsze czułam się dziwnie gdy przebywałam z kimś nieznajomym. A co dopiero utrzymując z nimi kontakt wzrokowy. Nie maiłam pewności siebie - mój ojciec starał się mnie jej nauczyć, zanim umarł. Ale gdy umierał przysięgłam mu że nie pozwolę by ktokolwiek zrobił ze mną coś czego ja nie będę chciała.

Ale spójrzcie na mnie. Jestem pewnie w ostatniej pozycji w jakiej on chciałby mnie widzieć.

Harry usiadł przy kuchennym stole a pani Briffen zapytała co chce na śniadanie. Moje oczy nerwowo szukały miejsca gdzie mogłabym odpocząć, ale to było zbyt trudne, gdy czułam na sobie czyiś wzrok.

Nie patrzyłam na niego, ale czułam że on patrzy na mnie. Dziewczyny zawsze to czują.

Jeśli miałabym wybór, uciekłabym stąd. Ale nie mogłam.


_________________________________________________

Dodałam 2 rozdziały za jednym razem bo muszę lecieć, uczyć się na sprawdzian z historii :D
Podobają Wam się nowe rozdziały? :)

Rozdział 3 - Chłopak

- Harry ma 30 lat. Przypomina trochę pana Damiana. - Richard zrobił pauzę - Ma trójkę dzieci, najstarsze jest o rok starsze od ciebie.

Przyciemniana szyba samochodu obniżyła się ukazując nieco zirytowaną twarz Damiana.

- Musimy się pospieszyć. Mam inne rzeczy do zrobienia. - powiedział, nieświadomy tego co mówił mi Richard.

Richard położył rękę na klamce, na drzwiach samochodu, i otworzył je dla mnie.

- Oh, i nawet nie próbuj być nieposłuszną wobec niego. On ma tendencję do bicia, gdy jest wkurzony. - wyszeptał zanim przechylił głowę w bok, sygnalizując mi że muszę iść.

Złapałam oddech w gardle zaciskając uchwyt torby który trzymałam w ręce. Usiadłam na miejscu pasażera, byłam przestraszona. Richard przesłał mi diabelski uśmiech zanim zatrzasnął drzwi.

__________________________________________ 

Milczałam przez resztę podróży. Kilka cichych szlochów to jedyny dźwięk jaki z siebie wydałam. Kiedy nie był zajęty rozmawianiem przez telefon, Damian mówił do mnie. Pytał mnie o rzeczy takie jak: Jak długo mieszkam w Fleese i chciał wiedzieć coś o moich rodzicach. Ale ja ignorowałam go.

Patrzyłam w dół na moją fioletową torbę, którą dostałam. Delikatnie rozpięłam ją i zobaczyłam krótkie sukienki i gładkie koszule nocne które były w środku. Z nagłym poczuciem zniesmaczenia, znów ją zamknęłam i odłożyłam.

Miałam zamknięte oczy z wyczerpania psychicznego jak i fizycznego, kiedy powiedziano mi że dotarliśmy na miejsce. Podróż była krótsza niż myślałam. Opony Mercedesa zapiszczały gdy wjechaliśmy na podjazd. 

Niechętnie wyszłam z samochodu na prośbę Damiana, zabierając ze sobą moją sportową torbę. Lepsze było mieć coś nic nie mieć nic. Poczułam silny powiew wiatru, który porwał elastyczną tasiemkę z mich włosów. Moje ciemne loki poluzowały się i dobiły na wietrze. Bee starała się by moje włosy wyglądały reprezentacyjnie, ale nie udało się.

- Pospiesz się - usłyszałam głos Damiana. Pulchny mężczyzna był już na schodach prowadzących do posiadłości. - To zimna noc.

Poszłam droga prowadzącą do posiadłości moja stopa zamarzła gdy stanęłam na schodku. Ocknęłam się dopiero gdy zobaczyłam że drzwi są szeroko otwarte. 

Moje oczy dopasowały się do jasno żółtego światła z wnętrza, kiedy ja wciąż stałam na macie powitalnej.

- Wejdź do środka - zawołał Damian. A sam usiadł na skórzanej kanapie, naprzeciwko palącego się kominka.

Weszłam do środka a drzwi zamknęły się za mną, co sprawiło że moje serce przyspieszyło. Zauważyłam średnią, pulchną panią w ubraniu pokojówki, uśmiechającą się do mnie. Odwzajemniłam przyjazny uśmiechem i poszłam dalej.

Nigdzie nie było widać syna Damiana. Zastanawiałam się gdzie jest jego żona i dzieci. Moja głowa robiła się ciężka od tych wszystkich dręczących mnie myśli.

- Poczuj się jak w domu, Thalia. - powiedział Damian, po czym wyjął papierosa z kieszeni i go zapalił. Wstał a po chwili stanął obok mnie. - Mam coś do załatwienia, więc zostawiam cię teraz.

Nie byłam pewna czy przyniosło mi to ulgę. Wiedziałam że Damian gra rolę w tej tragedii ale to on mnie tu przywiózł i on może mnie stąd odwieźć. Nie wiem co jeszcze przytrafi mi się dzisiejszego wieczoru. Mam nadzieję że nic. 

- Posłuchaj, dziecko. - obrócił się do mnie gdy był przy drzwiach - Wiem że to wszystko jest dla ciebie nowe, ale pozwól mojemu synowi poczuć się jak prawdziwy mężczyzna.

Prawdziwy mężczyzna? Czy trójka dzieci nie sprawiła że poczuł się jak prawdziwy mężczyzna?

Po chwili Damian zniknął, zamykając za sobą wszystkie zamki w drzwiach. Zostałam sama ze sprzątaczką w głównym pokoju. Wyglądała na miłą... a ja miałam szalony pomysł. Mam nadzieję że pomoże mi stąd uciec jeśli usłyszy moją historię.

- Czy chcesz się napić czegoś ciepłego, kochanie? - zaoferowała, uśmiech nie opuszczał jej twarzy.

- Jestem Thalia. Jak masz na imię? - zapytałam.

- Oh, Maria, ale mówią na mnie pani Briffen, możesz nazywać mnie jak...

- Pani Briffen... pomogłaby mi pani w czymś? - zapytałam, kładąc moją torbę na podłodze.

- Doskonale wiem co chcesz zrobić, kochanie. - powiedziała łącząc swoje dłonie, i kręcąc palcami. - Chcesz żebym ci pomogła. Przepraszam że ci to mówię ale Richa... to znaczy pan Richard ostrzegł mnie przed tym, wieczorem. Powiedział że jeśli uciekniesz cała wina spadnie na mnie a pan Damian zwolni mnie.

Westchnęłam, uderzając się ręką w czoło. Jeśli spróbowałabym uciec, mogłabym sprowadzić kłopoty a moją rodzinę... więc jestem w tym uwięziona.

- Przepraszam, czy nadal chcesz napić się czegoś ciep....

- Pani Briffen! - głośny męski głos, odbił się na schodach, przyprawiając mnie o ciarki. 
To był on.

- Idę! - odpowiedziała spokojniejszym tonem obracając się do mnie - Właśnie się obudził.

- Szklanka mleka...- niski głos znów zabrzmiał, tym razem wyraźniej. Wysoki cień pojawił się na ścianie otaczające spiralne schody, zanim usłyszałam odgłosy kroków. Walczyłam z materiałem mojej sukienki, myśląc o tym wszystkim.

- Ale nie tolerujesz laktozy, pamiętasz? - przypomniała mu.

Byłam zaskoczona gdy był już całkowicie widoczny. Nie miał 30 lat i nie był ojcem trójki dzieci - trudno uwierzyć żeby miał chociaż jedno dziecko. Chociaż nie byłam pewna. Nie ważne kim był, wyglądał młodo, i myślę że jest w moim wieku. Był w czarnych jeansach a guziki jego koszuli w kratę były rozpięte. Zatoczył się w dół schodów, jego ciemno brązowe włosy były w kompletnym bałaganie. On był pijany.

- Ja... wychodzę - wybełkotał, pocierając oczy gdy zrobił ostatni krok na schodach. Byłam zaskoczona tym że poradził sobie z zejściem ze schodów bez żadnego upadku. - Peter ma urodziny.

- Wróć tutaj, wydaje mi się że to nie jest bezpieczne dla ciebie by jechać w tym stanie samochodem. - powiedziała pani Briffen.

- Jestem w stanie... - zrobił pauzę i podparł się o sofę by się nie przewrócić. - Jestem w stanie decydować za siebie. Chcesz czy nie i tak pójdę.

- Myślę....

- Zamknij się. Denerwujesz mnie. - uniósł ręce, próbując utrzymać równowagę.

Ruszył w kierunku drzwi. Wymamrotał kilka słów, których nie zrozumiałam i kiedy w końcu utrzymał równowagę, musiał się oprzeć. Znów stracił równowagę. Jego czoło uderzyło w drzwi, a po chwili opadł na ziemię.

Pani Briffer podbiegła do niego i złapała za ramię. - Jest do..dobrze. - jęknął, gdy jego oczy się zamykały.

Nawet mnie nie zauważył, stojącej na środku pokoju, nawet wtedy gdy pani Briffen przyprowadziła go do pokoju i przeszli obok mnie. W końcu znów oparł się o sofę by utrzymać równowagę. 

Pani Briffen odeszła od niego mając pewność że chłopak ma się czego trzymać, po czym odwróciła się do mnie, uśmiechając.

- Thalia... To jest Harry.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 2 - Ładna twarz

Odwróciłam głowę a moje myśli błądziły po całym pomieszczeniu. Przestałam walczyć.  Zawsze byłam pod skrzydłami mamy... Nigdy nie znajdowałam się w niebezpieczeństwie.

Wełniany sweter przykrył mnie, zakrywając moją koszulę nocną. Druga warstwa ubrań sprawiła że czułam się choć trochę bezpiecznie choć to był ostatni strój w którym chciałam być widziana. Nie miałam czasu by coś ze sobą zabrać. Nie miałam niczego.

Winda była stara i powolna, zatrzymała się na parę sekund po czym znów ruszyła w górę. W drzwiach windy było widać odbicie naszej czwórki. Byłam tą najmniejszą, a wokół mnie stały trzy ciemne figury... albo ja to sobie tak wyobraziłam.

- Wszystko ma swoją cenę, kochanie - niski ochrypły głos Richarda powodował u mnie dreszcze na całym ciele.. - Twoja matka musi nauczyć się pewnej lekcji. Nie może żyć tylko na pieniądzach innych ludzi.

- O-ona chciała ci zapłacić. - odparłam słabo, lekko pociągając nosem.

- One zawsze tak mówią - zaśmiał się, podnosząc swój kapelusz.

Odbicie znikło gdy drzwi się rozsunęły w przeciwnych kierunkach, ukazując ciemno nocy. Chciałabym żeby ktoś tu był....może pani Winters będzie podlewać znów swoje goździki. Może zobaczy nas i zorientuje się jakim potworem jest Richard. Może zawoła kogoś na pomoc.

Moje nadzieje rozpłynęły się gdy zobaczyłam że nikogo nie ma. Richard był mądry, chciał żeby nikt mnie nie zauważył, więc wyprowadził mnie drogą gdzie były śmieci i odpadki. Kilka psów podbiegło do nas gdy nas zobaczyło.

Zastanawiałam się dlaczego Richard trzyma psy stróżujące tutaj, kiedy prawdziwi źli ludzie są w środku.

Ciemny samochód był ledwo zauważalny nocą, tylko księżyc oświetlał jego drzwi.
- Proszę - wyszeptałam zanim wsiadłam do samochodu.

- Nie bądź teraz buntowniczką -  powiedział niższy mężczyzna, po czym chichocząc otworzył drzwi od samochodu.

Richard usiadł obok niższego mężczyzny siedzącego na miejscu kierowcy. Zostałam wepchnięta do samochodu przez tego drugiego, trzymającego moje ramię. Drzwi zostały silnie zamknięte co przyprawiło mnie o dreszcze a moje serce zaczęło szybciej bić. Zamknęłam oczy próbując uciec od tego miejsca. Moje obawy sprawiły że byłam zmęczona, mój umysł powoli zasypiał. Usłyszałam nieczysto jak Richard rozmawiał i śmiał się z pozostałą dwójką. Usłyszałam też głośne bicie mego serca.

______________________________________________________

Moje oczy powoli otworzyły się przez światło padające na mnie po przebudzeniu. Gdy mój umysł oczyścił się , zorientowałam się że na zewnątrz nie było aż tak jasno. Musiałam mieć oczy zamknięte przez dłuższy czas. Byłam w nieznanej mi sypialni.

Usiadłam na łóżku i spojrzałam na siebie. Nie miałam na sobie swetra, był położony na podłodze. Zaczęłam głęboko oddychać zanim schodząc z łóżka stanęłam na własnych nogach.

- Wcześnie wstałaś - wyższy bandyta wszedł do pokoju z otwartych drzwi łazienki. Moje palce zaczęły drżeć gdy zaczął iść w moim kierunku z uśmiechem. 

- Victor! - głośny, żeński głos wystraszył mnie. Wygląda na to że boję się wszystkiego. Szybko obróciłam głowę i zobaczyłam wysoką blondynkę niosącą metalową tacę. - Co ty do cholery robisz?

- Bee, przestań. Ona jest dziewicą. - bronił siebie gdy ja żwawo zeszłam z łóżka, odchodząc od niego jak najdalej, jak tylko się da. 
Wydął usta i wydał dźwięk pocałunku. Nigdy nie byłam tak zniesmaczona. 

- I musi nią zostać. - weszła dalej, kopniakiem zamykając drzwi. - Ona została kupiona. Długoterminowo.

Spięłam się i stanęłam w rogu pokoju.

- Ale ona wciąż tu jest.

- Znasz tego bogatego gościa który zawsze robi interesy z Richardem. - dziewczyna wyjaśniła, po czym odłożyła tacę na stoliczek nocny. - Chce jej dla swojego syna czy coś takiego. Dziwne, nie?

- Cholerne bogate kutasy. Kiedy mój tata kupi mi dziewicę? - zaśmiał się mijając dziewczynę, opuszki jego palców dotknęły linii żuchwy dziewczyny, a ona odepchnęła jego rękę.

- Znajdź sobie własną lalkę do zabawy, Vic. Ja należę do lekarza. - podniosła brwi na niego.

- Tak, doktor który ma gruby tyłek i żadna inna kobieta go nie pragnie.

- Po prostu stąd wyjdź. Nie chcę teraz się z tobą kłócić.

- Mogę zostać jeśli chcę, Bee.

- Albo powiem Richardowi co chciałeś zrobić z Thalią. 

Victor zadrwił z Bee sapiąc pogardliwie zanim wyszedł z pokoju, głośno trzaskając drzwiami. po chwili Bee obróciła się do mnie z ciepłym uśmiechem.

- Wszystko dobrze, Thalia. Chodź tutaj. - usiadła na łóżku i poklepała miejsce obok siebie.

- Znasz moje imię? - zapytałam cicho, siadając obok niej.

- Cały czas mówią o tobie. - wzruszyła ramionami zanim podała mi kubek wody z tacy. - Jestem Bee.

- Gdzie ja jestem?

- Wciąż w Fleese. A to miejsce to... trudno to wyjaśnić, tutaj można znaleźć Baby Dolls.

- T-ty powiedziałaś że zostałam kupiona. - wzięłam łyk wody, zimna substancja pomogła mi się zrelaksować. 

- Tak, przez biznesmena. Jest tutaj, wiec zaraz musimy iść. - powiedziała mi kręcąc swoim włosami.

- Gdzie? 

- Do pokoju makijażu. Musisz być gotowa.

Zostałam kupiona. Jak jakaś rzecz. Teraz rozumiem dlaczego moja matka zakazała mi pracować i trzymać się z daleka od ludzi.

Przełknęłam napój, po czym rozchyliłam usta by coś powiedzieć ale nie mogłam wydusić żadnego słowa. Zastanawiałam się dlaczego to spotyka akurat mnie. Ta sytuacja była okropna.

- Hej, nie martw się. Jesteś szczęściarą ponieważ zostałaś kupiona długoterminowo.

- Długoterminowo? - zapytałam.

- Zatrzyma cię na parę miesięcy... a jeśli przedłuży kontrakt to może nawet na rok.

- I to jest... szczęście? - mój głos rozpadał się.

- To lepsze niż chodzenie do domu z innym gościem każdego wieczoru. - wyjęła bibułkę z pudełka zanim wstała. - Wiem że na początku to przerażające ale musisz się do tego przyzwyczaić.

- Skąd wiecie że jestem....jestem....- zacięłam się.

- Dziewicą?

Przytaknęłam.

- Więc, mamy tu własnego lekarza po to by to sprawdzał.

- O mój Boże - moje dłonie zakryły usta.

Poszłam za Bee do innego pokoju nie mając żadnego wyboru. Próba ucieczki sprowadziłaby tylko niebezpieczeństwo na moją rodzinę. Poszłyśmy wzdłuż korytarza. Nieprzyzwoite hałasy dochodzi z pokoi które mijałyśmy po drodze. 

_________________________________________________________


Wszelkie rodzaje bielizny były w pokoju do którego weszłyśmy. Panował tam wielki bałagan. Dziewczyny prostowały włosy lub kręciły, malowały paznokcie i twarz. To nie był mój rodzaj środowiska. 

Zaczęłam się dusić gdy zobaczyłam moje odbicie w lustrze. Wyglądałam fatalnie. Moje oczy były zaczerwienione od płaczu. Moje usta były bez koloru i popękane. Patrząc na siebie usłyszałam za sobą swoje imię raz albo dwa, inne dziewczyny gadały o mnie, ale nie przejmowałam się tym.

- Thalia, masz naprawdę ładną twarz. Właściwie piękną - komplementowała Bee gdy zaczęła nakładać puder na moje policzki. - Więc nie potrzebujesz dużej ilości makijażu. - zamknęłam oczy, pozwalając Bee na robienie czegokolwiek chciała.

___________________________________________________________

- On przyjdzie po ciebie jeśli zaraz nie zejdziesz. - Richard drwił, jego głośny ton sprawiał że czułam się niekomfortowo. 

- Lia, musisz iść - dodała Bee, jej głos był przyjemniejszy od Richarda.

Przegryzłam wargę.

- Dobrze, więc chcesz żeby cię uderzył? - Richard wrzasnął, podnosząc rękę. Nigdy nikt nie powiedział mi że chce mnie uderzyć. Moje paznokcie wbiły się w materiał sukienki jaką miałam na sobie. 

- Panie Richardzie, to nie jest konieczne. - Bee szybko zainterweniowała zanim ponownie się do mnie odwróciła.

- Thalia, wszystko będzie dobrze. Musisz iść. - namawiała.

Zeszłam na dół po schodach, idąc za Bee i Richardem. Zauważyłam dwóch pijanych policjantów bawiących się z wyzywająco ubranymi dziewczynami w salonie. Muzyka była za głośna by ją zignorować. Zauważyłam pulchnego gościa ubranego w smoking, siedzącego przy barze. Prawdopodobnie był starszy od Richarda.

Jeśli on jest taki stary, to jego syn musi być w średnim wieku. Pewnie ma już żonę ale pewnie poprosił ojca że by znalazł mu jakąś dziewczynę do zabawy pod nieobecność jego żony. Zacisnęłam zęby.

- Piękna, piękna. -  wykrzyknął podekscytowany - Dziękuję Richard, dobrze wybrałeś.

- Thalia prawda? Możesz na mnie mówić pan Damian.- wyciągnął rękę, popatrzyłam w bok, nie chciałam się z nim witać.

- Jest trochę nieuprzejma - warknął Richard.

- To żaden problem. - zachichotał - Mój syn będzie szczęśliwy.

- Jestem pewny że będzie. Harry dorósł, sądzę że będzie umiał ją obsłużyć. - Richard uśmiechnął się, szturchając Damiana w bok.

- Jesteś pewny że jest dziewicą?  -zapytał Damian.

- Absolutnie - potwierdził Richard - Sprawdziliśmy to.

Damian wziął głęboki oddech zanim otworzył drzwi. 

- Dobrze, chodźmy już.

- Czekaj - powiedziałam. - S-skąd będę wiedzieć że pieniądze dotarły do mojej rodziny?

- Ah, ona mówi. - Damian uśmiechnął się. - Nie musisz się o to martwić. Usłyszysz to od nich za kilka tygodni.



___________________________________________________  


To już drugi rozdział dziś :D
Tak wiem, szybko dodaję ale jestem w domu bo jestem chora i nie mam co robić. A to tłumaczenie bardzo mnie wciągnęło :D

Podoba się Wam rozdział?

Jak myślicie kto będzie synem Damiana?
bo ja już wiem ale na razie nie powiem :D


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Rozdział 1 - Nieszczęście

- Proszę bardzo, kochanie.
Moja mama uśmiechnęła się słabo gdy dawała mojemu bratu parę markowych, nowych, czerwonych trampek.
- Wszystkiego najlepszego.
Były one w zastępstwie za zużyte obuwie, które nosił przez dobre 2 lata. Dużo urósł i musiał podwijać palce gdy chciał założyć swoje stare buty. Jedynym zastępstwem za tamte buty, były tylko kapcie, których nigdzie nie było. Nigdy się nie skarżył. Dopiero kilka tygodni temu moja matka zauważyła że kuśtyka. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy buty w których jego stopy czuły się dobrze.

Nie mogę uwierzyć że Jakey wstąpił w okres nastolatka. Mój mały braciszek dorastał. Był bezgrzeszną, najbardziej uczciwą osobą. Oczekiwał na coś więcej niż tylko trampki, ale tylko to mogliśmy mu dać. Czułam się okropnie z tym że nawet nie zapakowaliśmy jego prezentu. Musieliśmy oszczędzać by móc zapłacić czynsz za nasze mieszkanie. Nasz pokój był mały i uszkodzony w kilku miejscach ale i tak mieliśmy szczęście że mamy gdzie spać.

Odkąd pięć lat temu umarł mój ojciec, moja matka, mój brat i ja zbliżaliśmy się etapami do piekła. Pierwszym etapem był smutek i żal, drugim był moment gdy zostaliśmy wyrzuceni z naszego domu, trzecim było nie posiadanie niczego prócz małej ilości pieniędzy na naszym koncie oszczędnościowym i robienie wszystkiego by znaleźć schronienie i czwartym było znalezienie miejsca stałej pracy.

Moja mama pracuje w klinice weterynaryjnej. Właściciel mieszkania - Richard, posiadał wiele nieruchomości w Fleese, w tym klinikę weterynaryjną i to on dał mej mamie tą pracę. Ale był tak samo okrutny i przebiegły jak i bogaty. Jako sprzątaczka moja mama musiała czyścić toalety i klatki zwierząt po to by dostać całą wypłatę.

Mama nie pozwalała mi iść do pracy, więc pomagałam w domu. Ja i Jakey chodziliśmy do szkoły aż do zeszłego roku. Musieliśmy ją opuścić, ponieważ opłaty za naszą szkołę masywnie się podnosiły a inne szkoły wcale nie były tańsze. To było duże poświęcenie, ale musieliśmy to zrobić.

Ciągłe szukaliśmy nowych szkół. Nie mogłam iść do ósmej klasy mimo że miałam 17 lat. To było strasznie żenujące.

Nie płaciliśmy czynszu od 3 miesięcy, dlatego w tym miesiącu cena do zapłacenia potroiła się. Moja mama cierpiała z powodu ataków migreny przez ostatnie kilka dni, ale nadal myślała tylko o tym jak mogłaby zarobić dla nas więcej pieniędzy. Błagałam ją by pozwoliła mi iść do jakiejś pracy ale jak zawsze, nawet nie chciała mnie słuchać. Chciałabym żeby uwierzyła że potrafię o siebie zadbać.

Jakey ostrożnie trzymał trampki, dokładnie je oglądając, zanim wyciągnął ręce by przytulić mamę.

- Musiały dużo kosztować. Nie musiałaś ich kupować.

- To było konieczne. A my wydajemy pieniądze tylko na rzeczy które są konieczne - pocałowała go w czoło.

- Lia może zaśpiewamy Sto lat twojemu bratu?

Przytaknęłam i przyniosłam tort, nad którym pracowałam przez cały ranek. Położyłam na nim 13 świeczek i zapaliłam je zanim zaczęłyśmy śpiewać.

_____________________________________________

Moja mama i ja spędziłyśmy resztę wieczoru w ciasnej kuchni, myjąc naczynia i próbując później naprawić instalację wodociągową. Woda tryskała z rur przez co nasze ubrania były przemoczone. Powiadomiłyśmy o tym problemie administrację miesiąc temu ale nadal nic z tym nie zrobili. Nie mieliśmy żadnego wyboru oprócz naprawienia tego własnymi rękami lub po prostu ignorowania tego.

- Mamo... zapytam jeszcze raz. Pozwolisz mi pracować w sklepie spożywczym na końcu naszej ulicy? Tam jest bezpiecznie. - zapytałam, wiedząc co mi odpowie.

- Rozmawiałyśmy o tym tysiąc razy. Nie możesz opuszczać tego mieszkania. - wytarła ręką mokre czoło i próbowała ubraniami wycierać mokre kałuże.

- Mam 17 lat mamo. Możesz uwierzyć że umiem o siebie zadbać. Chcę ci pomóc.

Położyła naczynia na stole zanim podeszła do mnie. 

- To nie tak że ja ci nie ufam. To przez ludzi wokół nas. - łzy wypełniły jej niebieskie oczy gdy mówiła.
Moja mama była bardzo emocjonalna odkąd mój ojciec odszedł. 

Westchnęłam.

- Dobrze mamo, dobrze. - powiedziałam po czym przytuliłam ją. 

- Dobrze - odsuwając się, pociągnęła nosem. - Wszystko będzie dobrze. Idź spać, jest późno.

Przytaknęłam i wyszłam z kuchni. Przeszłam obok pokoju Jakey'a i usłyszałam stresujące pomrukiwania. Koszmary były już normalnością dla niego odkąd był małym dzieckiem.

Mój pokój był nieco mniejszy niż kuchnia, ale był dość przestrzenny by zmieścić w nim jednoosobowe łóżko i toaletkę. Okna były porysowane, duża mysz za moim łóżkiem karmiła się gazetami.

Zamknęłam drzwi a one trzasnęły bardziej niż tego chciałam. Usiadłam przy mojej toaletce i spojrzałam w zakurzone odbicie. Zawsze było widać smutek w moich oczach nawet jeśli bardzo chciałam to ukryć. Moje usta były suche, a pęknięcia tworzyły się na całej ich powierzchni.

Moje ciemne włosy kończyły się lokami. Były niekontrolowanie kręcone. Zaniedbałam swój wygląd i nie obchodziło mnie co ludzie o mnie pomyślą - nawet jeśli kogoś bym spotkała. Rzadko opuszczam mieszkanie.

Czesałam włosy i pociągałam energicznie by pozbyć się okrutnych kołtunów. To sprawiało że moje włosy do góry były proste i jedwabiste a na dole - kręcone. Myłam je moim płynem do kąpieli. Szampony były zbyt drogie dla nas. Musieliśmy oszczędzać tyle ile mogliśmy.

Odłożyłam szczotkę i położyłam się na łóżku. To co robiłam każdej nocy to patrzenie na sufit, aż moje powieki zrobią się wystarczająca ciężkie. Wiele myśli błądziło w mojej głowie. Część mnie uspokoiła się gdy jedną z tych myśli był Darren.

On jest moim przyjacielem. On był jedynym który zostałby ze mną na dobre i na złe. Nigdy mnie nie oceniał. Kiedy potrzebowałam wsparcia, on zawsze przy mnie był. Trochę podkochiwałam się w nim gdy miałam 14 lat, ale to szybko przeszło. Znaczył dla mnie więcej niż brat.

Darren opuścił Fleese kilka miesięcy temu w poszukiwaniu lepszej pracy. Chciał też dostać się do lepszej szkoły wyższej, bo nie za bardzo lubił to miasto. Wielu racjonalnie myślących ludzi odczuwało to samo. Razem z moją rodziną pewnie też byśmy się stąd wynieśli jeśli tylko moglibyśmy, są tu okropne warunki. Ale wizja naszej wyprowadzki była niestety niemożliwa.

________________________________________________ 

- Gdzie do cholery są moje pieniądze? - krzykliwy, donośny głos wybudził mnie ze snu. Wciąż śpiąca wstałam z łóżka i przyłożyłam ucho do drzwi by nasłuchiwać.

- Zdobędę je, przyrzekam. Proszę daj mi tydzień!- usłyszałam błaganie mojej mamy. To nie był jeden z tych snów.

- Tylko dla ciebie mogę zaczekać. - głos mężczyzny ucichł ale wciąż było słychać jego wulgarność. Domyślałam się że to był Richard. Przyszedł po czynsz. Następne co usłyszałam to głośny huk. Moje serce mocno zabiło. Otworzyłam drzwi i podbiegłam do mamy.

- Proszę, zostaw nas w spokoju! - płakałam, próbując osłaniać moją mamę. Ciemne oczy Richarda spojrzały na mnie. Jego wysoka i pulchna budowa ciała była odziana w drogo wyglądający, skórzany garnitur. Jego usta były ukryte pod grubymi, niehigienicznie wyglądający wąsami.

Jego policzki nadęły się. 

- Jak mogłem zapomnieć że masz córkę, Georgia. Jak masz na imię, kochanie?

- Lia, wróć do swojego pokoju - rozkazała moja mama.

- Ah, tak... Lia! Thalia, prawda? Twoje imię jest tak samo piękne jak ty sama. - Richard uśmiechnął się.

- Lia, idź. Nie zniosę tego! - moja mama podniosła głos.

- Dlaczego zawrzemy układu Georgia? - Richard wzruszył ramionami - Jeśli nie możesz zapłacić za czynsz i za inne rzeczy, dlaczego nie użyjesz swej córki by to ona mogła za to zapłacić?

- Jaki układ? - wyszeptałam do mamy.

- Słyszałaś kiedyś o Baby Dolls? - zauważyłam że jego usta wykręcają się w uśmiech pod grubym wąsem. - Są popularne wśród tutejszych mężczyzn.

Moja mama sapnęła, przyciągając mnie do siebie. 

- Nie waż się - jej głos był drastycznie osłabiony, a ja traciłam odwagę którą miałam jeszcze kilka chwil wcześniej.

- K-kim one są? - zapytałam, nie wiedząc dokładnie co Richard miał na myśli.

- Taka ładna twarz jak twoja, może spłacić wasze długi. - cichy chichot wydobył się z jego ust. Próbowałam zrozumieć o czym on mówi. Niepokojące dreszcze przeszyły moje ciało. - Dasz nam Lię, a w zamian będziesz mogła tu zostać i dostać kilka extra tysięcy zamiast płacenia ci tylko renty i czynszu.

- Nigdy! - moja matka zaprotestowała. - Odejdziemy stąd. Odejdziemy dziś wieczorem.

- Nie chciałabym ci tego mówić bo to nie jest łatwe. Musisz....uciekać. - Uderzył pięścią w drzwi i dwóch mężczyzn stanęło za nim. Tatuaże pokrywały ich umięśnione ramiona i szyje. 

- Dalej Thalia. Zrób swojej matce przysługę. - wyciągnął dłoń. - Nie musisz się bać. Nie gryzę.

- Mamo...- wymamrotałam cicho kryjąc się za nią. 

- Dam ci co tylko chcesz. Cokolwiek. Błagam cię. Nie rób tego - błagała, jej słowa rozpływały się w łzach. - Zabierz co chcesz z mojego mieszkania. Nawet mnie.

- Ale ja nie chcę niczego z twojego mieszkania. I wydaje mi się że moi klienci nie chcą starszej kobiety. - dwóch gości z tylu zaśmiało się. O jaką pracę mu chodziło? Byłam rozdarta.

- Georgia, przestań marnować mój czas. Twoja córka wygląda na skłonną, a tylko ty robisz tu problemy. - wyśmiał stan w jakim się znajdowałam. Po czym obrócił głowę do dwóch facetów za nim i skinął na nich by mnie zabrali.

- Proszę... nie! - zaprotestowałam, trzymając się sukienki mojej mamy. Starała się mnie ochronić, szarpiąc facetów którzy próbowali mnie zabrać. Wrzasnęłam kiedy jeden z nich przewrócił ją na ziemię. 

- Thalia! - jej ton był chwiejny, nieczysty.

Opadłam na ziemię gdy nagle dwóch mężczyzn złapało mnie za ramiona. Walka nic tu nie zdziałała - byli silniejsi. Zostałam wyprowadzona z z mieszkania z czerwonymi policzkami, nie zabierając ze sobą niczego oprócz pustki.

Nieszczęście było w naszej krwi. Jeśli myślisz że gorzej być nie może, to się mylisz.

___________________________________________________

Podobał Wam się rozdział?
Bo mi bardzo.  Naprawdę to świetne ff.
Biedna Thalia, wydaje mi się że wiem o jaką pracę chodzi Richardowi, a wy, co myślicie?


CZYTASZ = KOMENTUJESZ 




niedziela, 19 stycznia 2014

PROLOG

______________________________________________________

- Nie pozwól nikomu zrobić tobie czegoś, czego nie będziesz chciała. - słaby głos wypełnił pokój.
- Musisz nauczyć się jak twardo stąpać po ziemii.

- Tak tato - lekko przytaknęłam, łapiąc moją małą dłonią, dużą, zimną dłoń taty.
- Nauczysz mnie tego, prawda? - błagałam swym cichym głosem.

Jego blade usta wygięły się w wątły uśmiech który szybko zniknął z jego twarzy.
Zakaszlał gardłowo, zanim jego powieki zamknęły się i zakryły zieleń jego oczu.

W tym właśnie momencie jego serce przestało bić. I to właśnie wtedy moje życie kompletnie się zmieniło.

_______________________________________________________


Hej :)

Oto jestem z nowym tłumaczeniem.
Prolog jest dość smutny, ale mogę Wam przysięgnąć że opowiadanie jest świetne.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ



piątek, 17 stycznia 2014