- Wszystkiego najlepszego. - złożyłam mu życzenia, wstając z fotela.
Spojrzał na zegar zanim obrócił się do mnie. Zrelaksował się a jego głos był spokojniejszy.
- Cóż, myślę że złamałem tradycję. - powiedział, uśmiechając się.
- To coś wielkiego, czy nie? - uśmiechnęłam się.
Odpowiedział lekkim potrząśnięciem głową.
- Najśmieszniejsze jest to że mój ojciec wie.
- Co?
- On myśli że jestem idiotą. Razem z Richardem, przedłużyli kontrakt dlatego że wiedzą że nie uprawiamy ze sobą seksu. - skuliłam się na jego szczerość. - Ale nie powiedział mi tego. Chociaż to jest oczywiste.
Jak on się tego domyślił?
- Ale jaki to ma sens? Masz teraz 20 lat.
- W ten sposób chcą mnie zmusić bym zrobił to dziś. - usiadł na krawędzi łóżka, wzdychając. Wyglądał na nieszczęśliwego, martwiłam się gdy znów zaczął o czymś myśleć. Mam nadzieję że nie rozpatrywał czegoś na nowo. Damian tak mocno na niego naciska.
- D-dlaczego ta tradycja jest taka ważna? - zapytałam, próbując nie myśleć o tym co może dzisiaj się stać.
Harry położył swoje dłonie na tyle jego szyi, wziął głęboki oddech.
- To przesąd. Spójrz na mojego tatę, jest bardzo starożytny. Wierzy w rzeczy takie jak to. Tak jak moja babcia, która podniosła cały ten poziom wierząc w czary. - zaśmiał się - To wiara że jeśli chłopak będzie spotykał się z dziewicą zanim skończy 20 lat, jego przyszłość będzie jasna. Bogactwo i siła spłynie na niego. A najdziwniejsze że mojemu ojcu i dziadkowi to się przytrafiło.
- Więc... wierzysz w to. - mój głos lekko zadrżał.
- A jak myślisz?
- Więc dlaczego nie weźmiesz innej dziewczyny? Takiej jak te które przychodzą tylko na jeden dzień.
- Wiesz jak trudno jest znaleźć tutaj dziewicę? Gdyby była tu jakoś, już dawno miałbym to za sobą. A Kaylee... jest inna niż na to wygląda. - Czy on sugerował że ona nie jest idealną, niewinną i ambitną dziewczyną? Ale najważniejsze, czy on wierzy w ta bezsensowną tradycję?
Nie wiedziałam co powiedzieć gdy Harry spojrzał na mnie. Jego oczy emitowały silny zapał, którego wcześniej u niego nie widział. Nagle, zaczęłam się bać. Harry nie skrzywdziłby mnie. Wiedziałam że by tego nie zrobił. Ale on był synem Damiana. Moje poczucie bezpieczeństwa rozpadało się kawałek po kawałku, gdy patrzył na mnie w ten sposób.
- Myślę, że muszę iść do łóżka. - wymamrotałam, starając się myśleć pozytywnie. Szybko przeszłam obok niego, ale zostałam pociągnięta za nadgarstek.
- Jesteśmy w twojej sypialni. - przypomniał mi, poczułam jak krew zaczęła napływać do moich policzków.
- W-wiem to. Muszę tylko ... um.... po coś iść. - wyjąkałam. Chciałam się wyrwać z jego uchwytu ale nie mogłam.
- Boisz się mnie? - zapytał. Chciałam powiedzieć że nie, ale wewnątrz czułam zupełnie co innego.
Podskoczyłam, gdy Harry zaczął się śmiać. To było niestosowne.
- Myślisz że jestem idiotą? - zapytał. - Jasne że nie wierzę w to całe gówno. Ale wyraz twojej twarzy był bezcenny. - powiedział, zanim ponownie wybuchł śmiechem. Moja złość rosła i nie chciała ustąpić.
- To nie było śmieszne, Harry - uwolniłam swoją rękę.
Grymas pojawił się na mojej twarzy. Jego uśmiech zbladł, po chwili westchnął.
- Przepraszam. Czasami jestem nieczułym dupkiem.
Harry rzucił się na moje łóżko, siejąc spustoszenie na mojej świeżo złożonej pościeli. Podparł swoją głowę rękoma i przesunął się lekko by poczuć się komfortowo.
- Jest późno. - powiedziałam.
- Znasz mnie lepiej. Czy kiedykolwiek poszedłem spać o 12?
- Wtedy gdy wróciłeś do domu nietrzeźwy. - usiadłam na krześle, obok toaletki.
- Nietrzeźwy. - zaśmiał się. - Jesteś taka....
- Jaka? - chciałam by dokończył.
- Ty ... ociekasz czystością. - Czy mógłby to lepiej wyjaśnić? - Jakbyś była nie na miejscu. - Podłożył poduszkę pod swoją głowę, po to by lepiej mnie widzieć.
- Nie na miejscu?
- Mam na myśli.... jak przetrwałaś w Fleese?
- Moja mama nie wypuszczała mnie z domu często. I nie jestem idiotką, wiedziałam jak o siebie zadbać gdy gdzieś wychodziłam.
- Czy ty w ogóle wiesz co to jest seks? - zapytał. Nie używałam tego słowa często. Wciąż było dla mnie obce. Wiedziałam że on zacznie się śmiać, nieważne co mu odpowiem.
- Nie chcę o tym gadać. - spojrzałam w dół.
Harry podniósł obronnie ręce.
- Jestem ciekawy. Ale jestem pewien ze twoja mama mówiła ci o tym że gdy mama kotek i tata kotek kochają się bardzo mocno to...
- Harry. - ostrzegłam. Próbowałam być poważna ale skończyło się tym że zaczęłam się śmiać.
Chciałam zapytać go dlaczego powiedział że coś dla niego znaczę. Ale ostatnią rzeczą którą chciałam zrobić to wprowadzenie go do takiego stanu w jakim był w samochodzie.
- Zastanawiam się kto powiedział twojemu tacie o nas. - powiedział.
- Nie wiem. Ale to było między nami zanim nie powiedziałaś tego pani Briffen.
- Ale jestem pewna że ona nie powiedziała o tym nikomu po tym co się stało za pierwszym razem. Poza tym, wyjechała na weekend. - powiedziałam.
- Jeśli ona nie powiedziała nikomu i ja nie powiedziałem nikomu, to ty musiałaś to zrobić. - wywnioskował.
- Dlaczego ja? Ja nawet.... - zrobiłam pauzę, zaczęłam myśleć o poprzednich dniach.
Nie rozmawiałam o tym z nikim oprócz pani Briffen i .... Darrena. Wzięłam głęboki oddech. Darren nie znał tych ludzi. Dlaczego miałby o tym komuś powiedzieć? To nie mógł być on. Ale to było dziwne gdy nie chciał mi powiedzieć skąd znał ten adres.
- Jak ten skurwysyn mógł. - przeklął a ja wróciłam do rzeczywistości. Czy on czyta w moich myślach?
- Kto?
- Kto jeszcze? Ten dupek, Richard. - to co mu powiedziałam, było w jego głowie przez długi czas a teraz znów sobie o tym przypomniał. - Muszę coś z tym zrobić.
- Nie, Harry. On może zrobić coś złego. - przypomniałam mu. - Może zrobić coś złego mojej rodzinie. To coś czego nie możesz kontrolować.
- Postaram się. - powiedział gdy wstał z mojego łóżka.
- Co robisz w swoje urodziny? - zapytałam, zmieniając temat. Chciałam by Harry przemówił do rozsądku Richardowi po tym co zrobił, ale nie mogłam dopuścić by zrobił coś złego. Nie mogłam wpakować mojej rodziny w niebezpieczeństwo.
- Ja - ja jadę nad wodospad w Crestling. - odpowiedział, podchodząc do mnie. Myślałam że zrobi jakąś imprezę z przyjaciółmi.
- To.... zorganizowana rzecz. Z um.... mój tata też tam będzie. - moje serce mocno zabiło. Będzie spędzał swoje urodziny z Kaylee.
- Oh. T-to fajnie. - chciałam się uśmiechnąć ale nie wychodziło mi to.
- Wszystko dobrze? - zapytał, przykładając swój kciuk do mojego policzka. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, to było coś czemu nie mogłam zapobiec. Mówiłam mu żeby mnie tak nie dotykał ale nie posłuchał.
- Pewnie. Dlaczego miałoby być coś nie tak? - mój głos powoli się łamał.
- Dobrze. - złapał palcami mój podbródek i poniósł moją głowę do góry. Przyłożył swoje usta do mojego czoła, co wprawiło mnie w oszołomienie. - Dobranoc. - wyszeptał zanim wyszedł.
___________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________
Chciałam jak najszybciej dodać ten rozdział więc nie sprawdziłam czy są błędy ale jakby co będę wszystko poprawiać :)