środa, 5 lutego 2014

Rozdział 21 - Nie na miejscu

Harry krążył tam i z powrotem, jego ramiona były skrzyżowane na jego klatce piersiowej. Był pogrążony w swoich myślach, nie zauważył że zegar wybił 12.

- Wszystkiego najlepszego. - złożyłam mu życzenia, wstając z fotela.

Spojrzał na zegar zanim obrócił się do mnie. Zrelaksował się a jego głos był spokojniejszy.

- Cóż, myślę że złamałem tradycję. - powiedział, uśmiechając się.

- To coś wielkiego, czy nie? - uśmiechnęłam się.

Odpowiedział lekkim potrząśnięciem głową.

- Najśmieszniejsze jest to że mój ojciec wie.

- Co?

- On myśli że jestem idiotą. Razem z Richardem, przedłużyli kontrakt dlatego że wiedzą że nie uprawiamy ze sobą seksu. - skuliłam się na jego szczerość. - Ale nie powiedział mi tego. Chociaż to jest oczywiste.
Jak on się tego domyślił?

- Ale jaki to ma sens? Masz teraz 20 lat.

- W ten sposób chcą mnie zmusić bym zrobił to dziś. - usiadł na krawędzi łóżka, wzdychając. Wyglądał na nieszczęśliwego, martwiłam się gdy znów zaczął o czymś myśleć. Mam nadzieję że nie rozpatrywał czegoś na nowo. Damian tak mocno na niego naciska.

- D-dlaczego ta tradycja jest taka ważna? - zapytałam, próbując nie myśleć o tym co może dzisiaj się stać.

Harry położył swoje dłonie na tyle jego szyi, wziął głęboki oddech.

- To przesąd. Spójrz na mojego tatę, jest bardzo starożytny. Wierzy w rzeczy takie jak to. Tak jak moja babcia, która podniosła cały ten poziom wierząc w czary. - zaśmiał się - To wiara że jeśli chłopak będzie spotykał się z dziewicą zanim skończy 20 lat, jego przyszłość będzie jasna. Bogactwo i siła spłynie na niego. A najdziwniejsze że mojemu ojcu i dziadkowi to się przytrafiło.

- Więc... wierzysz w to. - mój głos lekko zadrżał.

- A jak myślisz?

- Więc dlaczego nie weźmiesz innej dziewczyny? Takiej jak te które przychodzą tylko na jeden dzień.

- Wiesz jak trudno jest znaleźć tutaj dziewicę? Gdyby była tu jakoś, już dawno miałbym to za sobą. A Kaylee... jest inna niż na to wygląda. - Czy on sugerował że ona nie jest idealną, niewinną i ambitną dziewczyną? Ale najważniejsze, czy on wierzy w ta bezsensowną tradycję?

Nie wiedziałam co powiedzieć gdy Harry spojrzał na mnie. Jego oczy emitowały silny zapał, którego wcześniej u niego nie widział. Nagle, zaczęłam się bać. Harry nie skrzywdziłby mnie. Wiedziałam że by tego nie zrobił. Ale on był synem Damiana. Moje poczucie bezpieczeństwa rozpadało się kawałek po kawałku, gdy patrzył na mnie w ten sposób.

- Myślę, że muszę iść do łóżka. - wymamrotałam, starając się myśleć pozytywnie. Szybko przeszłam obok niego, ale zostałam pociągnięta za nadgarstek.

- Jesteśmy w twojej sypialni. - przypomniał mi, poczułam jak krew zaczęła napływać do moich policzków.

- W-wiem to. Muszę tylko ... um.... po coś iść. - wyjąkałam. Chciałam się wyrwać z jego uchwytu ale nie mogłam.

- Boisz się mnie? - zapytał. Chciałam powiedzieć że nie, ale wewnątrz czułam zupełnie co innego.

Podskoczyłam, gdy Harry zaczął się śmiać. To było niestosowne.

- Myślisz że jestem idiotą? - zapytał. - Jasne że nie wierzę w to całe gówno. Ale wyraz twojej twarzy był bezcenny. - powiedział, zanim ponownie wybuchł śmiechem. Moja złość rosła i nie chciała ustąpić.

- To nie było śmieszne, Harry - uwolniłam swoją rękę.

Grymas pojawił się na mojej twarzy. Jego uśmiech zbladł, po chwili westchnął.

- Przepraszam. Czasami jestem nieczułym dupkiem.

Harry rzucił się na moje łóżko, siejąc spustoszenie na mojej świeżo złożonej pościeli. Podparł swoją głowę rękoma i przesunął się lekko by poczuć się komfortowo.

- Jest późno. - powiedziałam.

- Znasz mnie lepiej. Czy kiedykolwiek poszedłem spać o 12?

- Wtedy gdy wróciłeś do domu nietrzeźwy. - usiadłam na krześle, obok toaletki.

- Nietrzeźwy. - zaśmiał się. - Jesteś taka....

- Jaka? - chciałam by dokończył.

- Ty ... ociekasz czystością. - Czy mógłby to lepiej wyjaśnić? - Jakbyś była nie na miejscu. - Podłożył poduszkę pod swoją głowę, po to by lepiej mnie widzieć.

- Nie na miejscu?

- Mam na myśli.... jak przetrwałaś w Fleese?

- Moja mama nie wypuszczała mnie z domu często. I nie jestem idiotką, wiedziałam jak o siebie zadbać gdy gdzieś wychodziłam.

- Czy ty w ogóle wiesz co to jest seks? - zapytał. Nie używałam tego słowa często. Wciąż było dla mnie obce. Wiedziałam że on zacznie się śmiać, nieważne co mu odpowiem.

- Nie chcę o tym gadać. - spojrzałam w dół.

Harry podniósł obronnie ręce.

- Jestem ciekawy. Ale jestem pewien ze twoja mama mówiła ci o tym że gdy mama kotek i tata kotek kochają się bardzo mocno to...

- Harry. - ostrzegłam. Próbowałam być poważna ale skończyło się tym że zaczęłam się śmiać.

Chciałam zapytać go dlaczego powiedział że coś dla niego znaczę. Ale ostatnią rzeczą którą chciałam zrobić to wprowadzenie go do takiego stanu w jakim był w samochodzie.

- Zastanawiam się kto powiedział twojemu tacie o nas. - powiedział.

- Nie wiem. Ale to było między nami zanim nie powiedziałaś tego pani Briffen.

- Ale jestem pewna że ona nie powiedziała o tym nikomu po tym co się stało za pierwszym razem. Poza tym, wyjechała na weekend. - powiedziałam.

- Jeśli ona nie powiedziała nikomu i ja nie powiedziałem nikomu, to ty musiałaś to zrobić. - wywnioskował.

- Dlaczego ja? Ja nawet.... - zrobiłam pauzę, zaczęłam myśleć o poprzednich dniach.

Nie rozmawiałam o tym z nikim oprócz pani Briffen i .... Darrena. Wzięłam głęboki oddech. Darren nie znał tych ludzi. Dlaczego miałby o tym komuś powiedzieć? To nie mógł być on. Ale to było dziwne gdy nie chciał mi powiedzieć skąd znał ten adres.

- Jak ten skurwysyn mógł. - przeklął a ja wróciłam do rzeczywistości. Czy on czyta w moich myślach?

- Kto?

- Kto jeszcze? Ten dupek, Richard. - to co mu powiedziałam, było w jego głowie przez długi czas a teraz znów sobie o tym przypomniał. - Muszę coś z tym zrobić.

- Nie, Harry. On może zrobić coś złego. - przypomniałam mu. - Może zrobić coś złego mojej rodzinie. To coś czego nie możesz kontrolować.

- Postaram się. - powiedział gdy wstał z mojego łóżka.

- Co robisz w swoje urodziny? - zapytałam, zmieniając temat. Chciałam by Harry przemówił do rozsądku Richardowi po tym co zrobił, ale nie mogłam dopuścić by zrobił coś złego. Nie mogłam wpakować mojej rodziny w niebezpieczeństwo.

- Ja - ja jadę nad wodospad w Crestling. - odpowiedział, podchodząc do mnie. Myślałam że zrobi jakąś imprezę z przyjaciółmi.

- To.... zorganizowana rzecz. Z um.... mój tata też tam będzie. - moje serce mocno zabiło. Będzie spędzał swoje urodziny z Kaylee.

- Oh. T-to fajnie. - chciałam się uśmiechnąć ale nie wychodziło mi to.

- Wszystko dobrze? - zapytał, przykładając swój kciuk do mojego policzka. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, to było coś czemu nie mogłam zapobiec. Mówiłam mu żeby mnie tak nie dotykał ale nie posłuchał.

- Pewnie. Dlaczego miałoby być coś nie tak? - mój głos powoli się łamał.

- Dobrze. - złapał palcami mój podbródek i poniósł moją głowę do góry. Przyłożył swoje usta do mojego czoła, co wprawiło mnie w oszołomienie. - Dobranoc. - wyszeptał zanim wyszedł.


___________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________


Chciałam jak najszybciej dodać ten rozdział więc nie sprawdziłam czy są błędy ale jakby co będę wszystko poprawiać :)






Rozdział 20 - Rewelacje

Ohydny wąs Richarda zniknął a jego nowo odkryte cechy sprawiły że chciałam skulić się ze strachu. Jego głowa obróciła się, by mógł lepiej na mnie spojrzeć, kąciki jego ust uniosły się. Przypomniało mi się nasze ostatnie spotkanie.

Chciałam tą myśl jak najdłużej utrzymywać z dala ode mnie i odniosłam sukces bo przez ostatnie dni inne problemy zaćmiły mój umysł, a teraz wszystko wróciło z hukiem. Ten facet był potworem który uderzył mnie i zmusił do pocałunku z najbardziej nikczemnymi intencjami. Nigdy tak się nie czułam.

Zaczęłam nerwowo oddychać gdy moje oczy zaczęły szukać Harry'ego. Chciałam schować się za nim, chciałam by mnie obronił. Wiedziałam że zrobiłby to, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Wątpliwości zalały mój umysł gdy przypomniałam sobie że zezłościłam go w samochodzie, mimo że nie wiedziałam co tak na prawdę zrobiłam. Powiedział że coś dla niego znaczę w najbardziej wulgarny sposób, co sprawiło że byłam rozdarta. Byłam zmieszana.

- Synu, przyszliśmy tu by powiedzieć ci że zmieniliśmy plany. - powiedział Damian.

Poczułam ulgę, Harry tu był. Ale stał daleko ode mnie, co zwiększyło mój niepokój. Bałam się. On wiedział co Richard mi zrobił, właściwie wiedział tylko o części tego wszystkiego.

- Nie chcę go tutaj. - Harry powiedział stanowczo, wskazując głową na Richarda.

- Harry, rozmawialiśmy o tym. To było nieporozumienie. Intencje wujka Richarda są zawsze dobre.... - Damian przestał mówić gdy lekko zakaszlałam.

- Spieprzaj. - Harry zadrwił do dwóch mężczyzn. Uśmiechnęłam się na jego dobór słów, ale szybko powstrzymałam to.

- Jest dobrze, Damian. - Richard zainterweniował, zanim Damian cokolwiek powiedział. - Uwierz w to albo nie, ale byłem bardziej agresywny od niego gdy byłem w jego wieku. Rozumiem. - zaśmiał się, pocierając palcem wskazującym skórę wokół ust. - Ale Harry, chciałem ci tylko powiedzieć że mam prezent na twoje jutrzejsze urodziny, to takie przeprosiny, nie wiedziałem że to co zrobię może przynieść takie konsekwencje.

- O czym ty mówisz? - Harry zapytał, marszcząc brwi.

Złapałam oddech gdy Damian skierował swoje spojrzenie na mnie, robiąc to samo co Richard. Było w nich coś rażąco okrutnego.

- Wujek Richard przedłuż kontrakt dla.... - Damian uśmiechnął się. - dla twojej Baby Doll.

- Co? - zapytał Harry, zabierając te słowa z moich ust.

- Postanowiłem to po tym gdy twój ojciec powiedział mi o układzie z córką Antonio. Pomyślałem że to będzie wspaniały urodzinowy prezent.

- Dlaczego do cholery tak pomyślałeś? - Harry krzyknął. Chciałam powstrzymać jego słowa, przed dotarciem do mnie, ale nie udało mi się. To było głupie jak jego słowa mogły mnie zranić. On powiedział to tak jakby nie chciał więcej ze mną przebywać.

- Język. - Damian ostrzegł swojego syna. - On myślał o tym jako o prezencie. W kontrakcie nie zaszły żadne zmiany, więc musisz to znieść przez kolejne 2 miesiące, czy tego chcesz, czy nie. I rozumiem że ta dziewczyna jest... - spojrzał na mnie ponownie, tym razem bez uśmiechu. - niedoświadczona w pewnych sprawach. Ale wierzę że umiesz dobrze wykorzystać tą sytuację.

Niepokojące było słuchanie ich rozmowy, a tym bardziej że ojciec mówił o tych sprawach do swojego syna. Może ja byłam doświadczona. Może przechodziłam przez te rzeczy ale teraz o nich nie pamiętam bo moje życie jest zagrożone.

- I ... jeszcze jedna rzecz. -  Damian podparł się gdy wstawał z kanapy. - Chcę o tym porozmawiać z tobą w prywatności. Kuchnia. - powiedział.

Zaczęłam się bać gdy dotarła do mnie wiadomość że zostanę sama z Richardem. Chciałam stąd uciec gdy pomyślałam co może się stać.

- Thalia, zaczekaj na górze. - Harry nakazał, łagodząc moje obawy.

Wdzięcznie przytaknęłam i pobiegłam schodami na górę. Wciąż nie czułam się bezpiecznie wiedząc że Richard jest pode mną ale przynajmniej mogłam zachować większy dystans.



_____________________________________________________________



Moje ciało przylegało do narożnika łóżka, palce drżały. Było za cicho. Coś było nie tak. Jedyne co przerywało ciszę to tykający zegarek dziadka, który był przed moim pokojem.

Czułam ból na szyi, w miejscu gdzie uderzył mnie Richard. Krzywda która była na mojej głowie zaczęła pulsować, sprawiając mi większy ból. Krótko po tym drzwi się otworzyły a w nich stanęła osoba której bałam się zobaczyć.

Richard wykrzywił swoje usta w uśmiechu. Zaczęłam krzyczeć, ale nie wydobył się ze mnie żaden dźwięk. Ale wciąż krzyczałam, jakby to była jedyna rzecz jaką mogłabym zrobić.

Z każdą sekundą on zbliżał się do mnie. Oparł się rękoma o łóżku, i wpatrywał się we mnie.

Żółte zęby i dziąsła wyglądały jakby gniły, gdy uśmiech pojawiał się na jego lepkiej twarzy. Jego twarz zbliżała się do mojej, odległość miedzy nami coraz bardziej się zmniejszała. Moje gardło zaczęło boleć, czułam jakby moje żyły miały zaraz wybuchnąć ale wciąż nie przestawałam krzyczeć.

- Przestań! Lia, obudź się! - moje oczy otwarły się słysząc ten głos.

Harry potrząsał mną, próbując mnie obudzić.

- Coś ci się śniło. - poinformował mnie, jakby myślał że nie wiedziałam o tym. Klęczał na podłodze. Jego palce wycierały łzy spod moich oczu. - Co to było?

Miałam mokre dłonie, moja klatka piersiowa falowała.

- C-czy ja krzyczałam?

- Trochę ogłuchłem na jedno ucho. - próbował zażartować, mimo że wciąż miał poważny wyraz twarzy. - Co to było?

- Richard.

Zmarszczył brwi i wziął moją rękę w swoją.

- Czy Richard zrobił ci coś jeszcze tamtego dnia? Czy jest coś o czym mi nie powiedziałaś?

- Oni poszli. - upewnił mnie. -  Lia, jeśli coś się stało, możesz mi powiedzieć.

Przełknęłam ślinę i spojrzałam w dół, na nasze splecione dłonie. Ufałam mu.

- On mnie pocałował.

Jego oczy pociemniały gdy lekko ścisnął moją dłoń.

- On powiedział mi że... że on .... - zaciskałam usta by znów nie wybuchnąć płaczem. Nie mogłam tego dokończyć.

- Rozumiem. - Harry mruknął, nie czekając na moje dalsze słowa. Złość promieniowała od niego, w jego oczach pojawił się ogień, zrobił się sztywny. Czy on był zły na Richarda... ze względu na mnie?




_________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________


Nie wiem od czego zacząć :D
Może najpierw podziękuję Wam za już ponad 10 000 wyświetleń.
Gdy dzisiaj weszłam na statystyki nie mogłam uwierzyć że mój blog miał wczoraj prawie 2 000 wyświetleń.
hgafgsdffasdfahgdd
Bardzo Wam za to dziękuję ♥

Co myślicie o dzisiejszym rozdziale?
Wiem że nie należy do najdłuższych ale mam pewien pomysł.

Dodam jeszcze dziś kolejny rozdział jeśli..... jeśli będzie tutaj 30 komentarzy :D
Nie no, nie będę was tak szantażować :)
Gdy dzisiaj dodam rozdział poinformuję was o tym na tt pod hashtagiem: #BabyDollPL 
Powinien się on pojawić ok. 16-17  :)

To będzie taki prezent ode mnie dla Was za to że mnie  wspieracie :)

No i myślę że to wszystko :D

xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 19 - Dom

Dlaczego Harry torturuje mnie w ten sposób? On był z wieloma dziewczynami. Wiedziałam że nic dla niego nie znaczę, byłam malutkim punkcikiem w trąbie powietrznej, która jest jego życiem. On ma wszystko czego chce, wszystko czego zapragnie. Dlaczego on mi to robi?

W przeciwieństwie do niego, nigdy nie miałam nikogo kto dotykałby mnie tak jak on, ani kogoś kto tak bardzo by się do mnie zbliżał. Harry gra tylko w taką grę, by zaspokoić swoje potrzeby, i by być zadowolonym z efektów. Ale on się tym nie przejmuje.

Wziął mnie na litość mówiąc mi że miał ciężkie życie. On chciał się tylko do mnie zbliżyć przez nasze 'podobieństwo'. Chciał mieć przewagę w sprawach w których nie miałam doświadczenia.

Darren mówił prawdę. Byłam zaślepiona błędami Harry'ego. Nie chciałam wierzyć że on jest jak ludzie wokół  niego. I zobaczcie gdzie mnie to sprowadziło. Czego ja oczekiwałam?

Tak bardzo wygłupiłam się, pozwalając mu się do mnie zbliżyć. Jak mogłam myśleć że on jest inny? Okropną prawdą było to że oni wszyscy byli tacy sami. Złośliwi, przebiegli, jadowici, przewrotni. Mogłabym wymieniać bez końca.

Wybudziłam się z najgorszych snów. Ostatnia noc lekko na mnie wypłynęła. Weszłam pod prysznic i dokładnie wyszorowałam miejsca w których Harry mnie dotykał. Miałam nadzieję że prysznic zmyje ze mnie wszystko, ale ból nadal był.

Wyszczotkowałam włosy, zostawiłam na nich loki bo nie miałam siły by je wyprostować. Przeszukałam moją torbę z ubraniami i wyjęłam zwykłą brązową koszulkę.

Moje dni tutaj wydawały się takie same. Każdego ranka budziłam się z niepokojem, nigdy nie wiedząc co złego może się stać. Żyłam w strachu. Ale gdy dowiadywałam się więcej o osobie z którą mieszkam, czułam się bezpieczniej. To uczucie było fałszywe. Ale nieważne czym to było, teraz to znikło i czułam się wrażliwsza.

Gdy spojrzałam w lustro, moje oczy wypełniły się łzami. Nienawidziłam siebie za to że byłam taka słaba. Podskoczyłam gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Nie myślałam kto to może być, więc otworzyłam je.

Moje oczy rozszerzyły się na westchnienie Harry'ego. Górował nade mną, jego wzrost czasami sprawiał że się bałam ale nie mogłam teraz do tego dopuścić.

- Thalia - zaczął. Chciałam zamknąć drzwi, ale on je przytrzymał. - Proszę posłuchaj.

Spojrzałam w dół i pozostałam w ciszy. Nie miałam w sobie tyle siły by przeciwstawić się mu.

- Chciałem powiedzieć ci to ostatniej nocy ale... byłem roztargniony. - miałam nadzieję że się nie zarumieniłam, gdy przypomniałam sobie o zdarzeniach z wczorajszej nocy.

- Słuchaj, wiem że niektóre rzeczy z ostatniej nocy wkurzyły cię, ale wiesz ... ty zawsze jesteś wkurzona przez takie rzeczy. - ponownie spróbowałam zamknąć drzwi ale on wciąż je przytrzymywał, moja siła była niczym w porównaniu do jego siły. - Chcę żebyś ze mną porozmawiała.

Kręciłam palcami zmuszając się do powiedzenia czegoś, co chciałam powiedzieć.

- N-nie chcę żebyś mnie dotykał. Nie czuję się wtedy komfortowo. - Zmarszczył brwi. - Nic dla ciebie nie znaczę. Więc proszę, zostaw mnie w spokoju.

Jego twarz zmieniła wyraz na taki jaki jeszcze u niego nie widziałam. Harry nie przypominał siebie pozostając cicho i patrząc w moje oczy.

- Czego ode mnie oczekujesz, Harry? Możesz być z każdą dziewczyną jaką chcesz. - powiedziałam.

- Nie wiem. - powiedział. - Nie wiem czego od ciebie oczekuję. Ale jest coś. Ja tylko... - położył dłoń na karku, nerwowo rozglądając się dookoła. Nigdy nie widziałam go takiego. -  Nieważne.

- Dobrze. - przytaknęłam, próbując zamknąć drzwi.

- Lia. - ponownie je przytrzymał. Zrobiłam kilka kroków w tył. - To co chciałem ci powiedzieć to, to że zakończyłem kontrakt.

- T-ty zakończyłeś go? - mój głos się zachwiał, gdy zapytałam. Nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam.

- Tak, zrobiłem to wczoraj. Możesz wrócić do domu za dwa dni. - nie było życia w jego głosie, tak samo jak w jego twarzy.

Wiele uczuć powstało w wyniku słów wypowiedzianych przez niego. Byłam podekscytowana ale miałam też dziwne uczucie, jakbym właśnie coś traciła.
Jeśli Harry mógł zakończyć ten kontrakt w każdym momencie, tak jak mówił Darren, to dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Kłamał mówiąc że to nie jest takie łatwe. Ale zignorowałam to, bo najważniejsze było to że znów zobaczę swoją rodzinę.

- N-nie wiem co powiedzieć. - wymamrotałam.

- Będziesz mogła... znów być szczęśliwa. - dodał.

Szczęśliwa? Wracałam do swojego dawnego życia. Pomagałam w domu gdy mama pracowała, przez ostatnie kilka lat. Nie wiedziałam co mam czuć, ale wiedziałam co powinnam czuć. To było 'szczęście'. Dlaczego przez ten cały czas taka nie byłam?

- Dziękuję. - powiedziałam, nie wiedząc co mam jeszcze powiedzieć.

- Nie musisz mi dziękować. Gdyby nie ja, nigdy nie znalazłabyś się w tym bałaganie.

Nigdy o tym nie myślałam. Wiedziałam że byłabym nadal w tym bałaganie gdyby nie on. Ale postanowiłam zatrzymać to dla siebie.

- Lia, jutro są moje urodziny. I ... chciałbym coś ci zafundować.

- Chcesz teraz to wszystko zmienić? - zapytałam.

- Jestem ci to winien. - wzruszył ramionami.



_____________________________________________________________




Harry zaparkował swojego Mercedesa na parkingu. Oboje wysiedliśmy z samochodu. Wiatr zawiał w moją twarz. 

Chciałam zaprotestować by ponownie gdzieś z nim wyjść ale był na tyle przekonujący że postanowiłam się zgodzić. Centrum handlowe było ogromne. Bywałam w mniejszych, ale one, w porównaniu do tego, były niczym. Sklepy projektantów, których nawet nie znałam, wypełniały każde piętro. Eleganckie restauracje - Angielskie, Włoskie, Meksykańskie, Azjatyckie - były rozproszone.

- Kupuj co tylko chcesz. - powiedział Harry. To brzmiało jak nakaz.

- Co? - gdy powiedział to, zaskoczył mnie. Myślałam że ciasteczkowe lizaki będą ostatnią rzeczą którą mi kupi.

- Ubrania, buty, torebki. Każde dziewczyńskie gówno jakie zechcesz. Bierz to. - powiedział. Moja opinia o Harry'm chyba powinna się trochę zmienić.

Harry stawał się milszy od naszego pierwszego spotkania. Chociaż czasami jego słowa były niegrzeczne. Ale wciąż myślałam że Harry jest jak Damian i Richard. 

- Więc, chodź. - namawiał. Pewnie patrzyłam na niego zbyt długo, ale to dlatego że się zamyśliłam.

Weszłam do butiku, przed którym stały ogromne zdjęcia modelek. Harry szedł za mną. Wiele sukienek przyciągnęło moją uwagę, ale niektóre były, jak dla mnie, zbyt krótkie. Nie ruszałam się za wiele, spoglądałam na ubrania  i torebki.

- Nie musisz się martwić. - Harry chwycił moją dłoń - mimo że mówiłam mu by tego nie robił. - Chodź tu. - przeprowadził mnie przez zatłoczony butik. Czułam że ludzie na nas patrzą, ale nie chciałam patrzeć na żadną z tych twarzy. 

Puścił moją dłoń gdy doszliśmy do sweterków i letnich sukienek.

- Dalej. - zachęcał. 

Oglądałam ubrania. Były tam dziwne sweterki i sukienki.

- Może wybiorę tą. - podniosłam białą, sznurowaną suknię do kostek.

Twarz Harry'ego zabawnie się wykrzywiła, powstrzymywał się od śmiechu.

- Gdy mówiłem byś coś kupiła, nie miałem na myśli sukni ślubnej. Ubierasz się tak jak Gnijąca Panna Młoda. Co jest z tobą nie tak? - zaśmiał się.

- Więc, jesteś facetem. Co ty wiesz o sukienkach? - odparłam.

- Jeśli pytasz w czym chciałbym zobaczyć swoją dziewczynę, to w tym. - wyciągnął czarna sukienkę, która przypominała mi te które nosiły inne dziewczyny w domu Richarda. - Nie odkrywa dużo, ale jest seksowna. - on zapomniał że nie byłam jego dziewczyną, więc nie musiałam brać pod uwagę jego porad.

- Ona jest... nie. Nie. Nie. - pokręciłam przecząco głową.

- Dobra, nieważne. - podniósł obronnie ręce.

Po kilku rundach, stanęliśmy przy kasie obok kobiety w średnim wieku z dziwną fryzurą. Były jak fioletowa wata cukrowa. Jej wybór ubrań nie był najlepszy, bo rurki które wybrała byłyby idealne dla mnie. Bogaci ludzie w tym rejonie byli strasznie dziwni.

Gdy mieliśmy zapłacić położyłam białą sukienkę i dwa sweterki które Harry kazał mi kupić. Byłam zdziwiona gdy na wierzchu zobaczyłam czarną sukienkę którą wcześniej mi pokazywał.

- Co ty robisz? - zapytałam.

- Nikt nie mówił że to dla ciebie. - odparł.

- Masz zamiar to nosić? - Harry głośno zaśmiał się na moją odpowiedź, ale przestał gdy na kasie pojawiły się cyferki. Gdy zobaczyłam cenę zdziwiłam się. To było trochę za dużo jak na te cztery rzeczy.

Harry nie wyglądał na kogoś, kto miałby z tym jakiś problem, gdy podawał swoją kartę kredytową kasjerce. 



_________________________________________________________________




- Dlaczego teraz? - zapytałam.

Byliśmy w drodze już 10 minut i przez całe 9 minut chciałam zapytać o to Harry'ego. Coś mówiło mi że nie dostanę odpowiedzi, ale postanowiłam spróbować.

- Dlaczego teraz co?

- Dlaczego zakończyłeś kontrakt teraz?

Wziął głęboki oddech, zrozumiałam że miał nadzieję że nie będę o to pytać.

- Lia, niedługo.... będę musiał się ustatkować.

Moje serce mocno zabiło. Teraz przypomniałam sobie o Kaylee. Zapomniałam o niej. Ona była przyczyną tego.

- Oh. - wzięłam oddech. - Z tą dziewczyną, z wczoraj? - próbowałam stworzyć odpowiednie zdanie.

Harry skinął, a ja zaczęłam czuć ból w całym moim ciele.

- Nie chcę tego. Ale muszę. Zawaliłem egzaminy i raczej nie wrócę już do szkoły. Jak miałbym założyć jakiś biznes?

- Wiec ona będzie wspierać cię finansowo? A co z twoim tatą? - zaczęłam zadawać więcej pytań niż chciałam.

- Nie będzie przy mnie zawsze, więc chce wiedzieć że będę miał zapewnioną jakąś przyszłość. Nie, ona nie będzie wspierała mnie finansowo, będę to robił na własną rękę. Ona będzie po to by mi pomóc. Ona jest w tym lepsza niż ja. - więc ona będzie wspierać go finansowo, tylko on nie chce tego przyznać.

- Ale dlaczego myślisz ze możesz robić to na własną rękę? Jestem pewna że jesteś zdolny.

Zjechaliśmy na pobocze i Harry zgasił silnik. 

- Jesteś pierwszą osobą która mi to powiedziała. - nasze spojrzenia spotkały się, gdy obrócił się do mnie. Dotknął swoją dłonią mojego policzka, poczułam dreszcze. To nie mogło się dziać. 

- Thalia, ta noc gdy pocałowałem cię, po raz pierwszy....Nie byłem aż tak pijany. - Więc pamiętał.

- Harry, koniec tego wszystkiego. - mój głos był delikatny, nie chciałam by to słyszał. - I ja nic dla ciebie nie znaczę. Więc... musisz przestać. - odepchnęłam jego dłoń.

- Możesz przestać to mówić? - wybełkotał. - Przestań mówić że nic dla mnie nie znaczysz. Pieprzyłbym się z tobą jeśli nic byś dla mnie nie znaczyła. 

Chciałam zakryć moje uszy, by ochronić je od przekleństw. Nigdy nikt nie mówił do mnie w ten sposób. Nie wiedziałam jak na to zareagować, nie wiedziałam też co zrobić gdy wyszedł z samochodu i gwałtownie trzasnął drzwiami. Nie byłam pewna kto albo co sprawiło ze był taki zły.

Moje stopy zdrętwiały tak jak moja głowa, gdy weszłam do domu. Moje usta otwarły się szeroko gdy zobaczyłam Richarda i Damiana wylegujących się przy kominku.



_________________________________________________________________________
______________________________________________________________________


Hej kochani :)
I co myślicie o nowym rozdziale. (przepraszam za błędy jeśli jakieś będą :D)
Ja się tak bardzo cieszę bo Harry w końcu w jakiś sposób potwierdził że zależy mu na Thalii.
ashsagddsdffs
Zaczynam shippować... Halię? a może macie inne pomysły na połączenie ich imion :) piszcie w komentarzach :)

No i zbliżamy się do 10 000 wyświetleń. Może macie pomysł by w jakiś sposób to uczcić :) o tym też piszcie w komentarzach :)

No to tak na koniec proszę was, polecajcie moje tłumaczenie swoim znajomym z tt. To dla mnie ważne :) xx

I wciąż zapraszam Was na tego bloga: http://more-than-this-tlumaczenie.blogspot.com/
przypominam też o naszym hashtagu: #BABYDOLLPL

Dziękuję za wszystko i za to że mnie wspieracie.

xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 18 - Konflikt

- To Kaylee Anne. - zostałam poinformowana. Pani Briffen stała obok mnie, obie natrętnie patrzyłyśmy w dół, na salon. Byłyśmy na drugim piętrze, ukrywał nas cień ściany za którą stałyśmy, jednocześnie miałyśmy też dobry widok na gości. Jedyne co mnie denerwowało to, to że nie słyszałyśmy nic oprócz  przytłumionych śmiechów.

- Kim ona jest? - zapytałam, patrząc na młodą dziewczynę.

Pani Briffen podniosła kosz na bieliznę.

- Starą miłością.

- Byłą dziewczyną Harry'ego?

Pani Briffen skinęła, powodując że dziwna forma gniewu zaczęła we mnie wirować.

- To było dawno temu. Nie wiem dlaczego wróciła do Fleese.

- Harry mówił coś o omawianiu biznesowych spraw. - powiedziałam jej, starając się by mój głos nie drżał.

- Jej rodzice są ludźmi biznesu, myślę że nie robią żadnych brudnych biznesów jak Richard. Zastanawiam się czego oni chcą. - zastanawiała się, postukując palcem w brodę.

- Dlaczego pani o tym myśli?

- Kiedy Harry miał piętnaście lat, zerwali wszelkie kontakty ponieważ Harry 'zmieniał swoje życie' a rodzice Kaylee chcieli ją trzymać z dala od niego. Ona jest człowiekiem sukcesu, dostawała złote medale za wszystko co robiła, a jej rodzice nie chcieli by ktoś to zepsuł. Kaylee podróżuje po wielu krajach, i oni nigdy nie stawiali swoich znajomości na pierwszym miejscu. - wyjaśniła. - Pamiętam jak Damian i jej ojciec razem współpracowali ale wszystko skomplikowało się gdy ich dzieci zerwały ze sobą. Postanowili że nie będą utrzymywać kontaktów.

To dlaczego oni teraz tu są? Nie miałam dobrych przeczuć. Pani Briffen powiedziała mi że zejdzie na dół by trochę podsłuchać. Myślę że to dobry pomysł. Nie mogłam się doczekać jej powrotu.

Nie byłam wścibska osobą ale tym razem moja ciekawość była górą. Ciężkie, niełatwe uczucie powstawało we mnie gdy patrzyłam na Kaylee rozmawiającą z Harry'm. Chciałabym wiedzieć o czym rozmawiają. Wydaje mi się że ich żal po rozstaniu zupełnie zniknął, gdy zaczęli się śmiać. Zadrżałam gdy żartobliwie zmierzwiła jego włosy. Co się tutaj dzieje?

Zaciskałam zęby i patrzyłam na nią. Nie mogłam znieść widoku jej ślicznego uśmiechu i perfekcyjnej skóry, bez żadnej skazy.

Kaylee przerzuciła swoje włosy przez ramię, a one opadły kaskadami na jej plecy. Harry usiał naprzeciwko niej. Kłopotliwe uczucia, złość i niepewność były w moich myślach. Nie byłam zazdrosna. Nie byłam.

Moje serce poczuło się lepiej gdy wszyscy wstali. Dyskusja zakończyła się i wszyscy zaczęli wychodzić. Kaylee zaczęła czegoś szukać w jej dużej, drogiej torebce. Wyjęła komórkę, i podała ją Harry'emu. Wymieniali się numerami. Po czym przytulili się, jego ramiona były wokół jej talii, a jej ramiona, wokół jego szyi.

Damian wyszedł z trójką gości, Harry został sam na dole. Chciałam z nim pogadać, zapytać go o to wszystko. Chciałam by mnie przytulił i powiedział że to nic nie znaczyło. Że nie muszę się o nic martwić. Harry miał swoje miejsce w moim sercu, nie mogłam go stamtąd wykopać, nawet jeśli mocno bym próbowała.

Darren miał rację. Byłam idiotką.

- Nigdy nie zgadniesz! - pani Briffen biegła po schodach z informacjami. - Oni są spragnieni pieniędzy.

- Co? O co chodzi? - chciałam wiedzieć.

- Chcą by Harry wrócił do tej dziewczyny! Wiem czego oni chcą. Wydaje mi się że chcą by się zaręczyli. - bełkotała, chciała powiedzieć mi jak najwięcej szczegółów. - Rodzice Kaylee chcą by ona i Harry znów byli razem. I oczywiście, Damian będzie miał z tego zysk. Możesz to sobie wyobrazić?

- To d-dobrze. Dobrze dla niego. - wymamrotałam, powoli przełknęłam ślinę.

Pani Briffen myślała patrząc na mnie.

- Thalia, kochanie. Co się stało? - wyciągnęła chusteczkę ze swojej kieszeni i poklepała nią moje policzki.

Poczułam się zawstydzona gdy zobaczyłam łzy na chusteczce. Bez żadnego słowa odeszłam od pani Briffen. Weszłam do mojego pokoju, przegryzając wargę. Moje policzki były wilgotne.



____________________________________________________________




Myślałam o rzeczach które powodowały we mnie dziwne uczucie. Czułam się zakłopotana tym że płakałam przy pani Briffen. Byłoby dobrze gdyby nie wiedziała dlaczego płakałam, ale ona wiedziała że chodzi o Harry'ego.

Czy straciłam całą swoją godność? Mój honor? Byłam słabą osobą. Która płacze przez - odważyłam się to pomyśleć - potwora? Przez kogoś kto jeszcze częścią moich kłopotów i nieszczęść? 

Wierciłam się na łóżku. Szykowała się bezsenna noc. Ściskałam prześcieradło myśląc o mojej chorej matce.

Wyszłam z pokoju, próbując zatrzymać te depresyjne myśli. Potrzebowałam szklanki wody by zmyć kamień z mojego serca. Szłam przez cichy korytarz i zatrzymał się przy otwartych, szklanych drzwiach balkonowych. Zauważyłam że Harry stał tam, trzymając papierosa między palcami.

Zielone oczy spojrzały na mnie, co sprawiło że chciałam uciec.

- Thalia. - wypowiedział moje imię. Nie oglądałam się za siebie i chciałam iść dalej ale on złapał mnie za ramię. - Dlaczego nie śpisz? Jest trzecia nad ranem. - Jego dłoń zsunęła się niżej, na mój łokieć, w drugiej wciąż trzymał papierosa. - Wszystko dobrze?

Guziki jego koszuli były rozpięte do połowy, ukazując jego klatkę piersiową. 

- Wszystko dobrze. - powiedziałam, zanim spojrzałam w dół na toksyczną substancję którą trzymał. - Proszę, przestań. - powiedziałam.

Jego oczy spojrzały w to samo miejsce, co moje.

- Dobrze. - byłam zdziwiona gdy wyrzucił to przez barierkę balkonu. Nie myślałam że to będzie takie łatwe. - Martwisz się o mnie, prawda?

- Ja po prostu nie mogę znieść widoku, gdy ktoś trzyma tą okropną rzecz.

Jego usta wygięły się w uśmiech gdy przyciągnął mnie do siebie. Nie mogłam znów być w tej sytuacji. 

- W-wasze omówienie biznesowych spraw przeszło dobrze, prawda? - zapytałam.

Zaśmiał się. 

- To było coś bardziej jak... ustalanie pewnych zasad. - poczułam jego dłoń na moich plecach.

- Twoja znajoma jest bardzo ładna. - skomentowałam, moje dłonie oparły się o ciepłą skórę na jego klatce piersiowej gdy zostałam przyciągnięta bliżej.

- Jest, prawda? - powiedział. Jego nos musnął moje czoło, jego usta ledwie dotykały skóry nad moimi oczami, powodując gęsią skórkę na moim ciele.

- D-dobrze wyglądacie razem. - powiedziałam, czekałam na jego dalszą opinię o niej.

- Jasne. - powiedział. Poczułam ból. Moje dłonie zacisnęły jego koszulkę, miałam ochotę uderzyć go pięścią w twarz. - Ty i ja. Tak myślę.

Mój impuls umarł gdy usłyszałam kolejne słowa.

- My wyglądamy lepiej. - powiedział, sprawiając że moje serce oszalało. Byłam zaskoczona jak kilka słów może zmienić moje uczucia. Odległość miedzy nami zmniejszyła się, myślałam że mnie pocałuje. Ale nie zrobił tego, byłam zawiedziona. Położył swoje dłonie na moich, które wciąż były na jego klatce piersiowej, i zaczął rysować nimi małe kółka.

- Jesteś taka piękna, Lia. - sposób w jaki to powiedział sprawił że pierwszy raz w moim życiu w to uwierzyłam. Przejechał moimi palcami po jego nagiej piersi, jego oczy zamknęły się. - Nie wiesz o tym, prawda?. - wyglądało jakbym to ja tak na niego działała. Wprowadził moje dłonie pod jego koszulkę, zjeżdżałam nimi w dół jego brzucha. Końcówki moich palców dotykały każdego skrawka jego ciała. Moje nogi były jak galaretka, wiedziałam że mogę niedługo stracić równowagę.

- Lia. - Harry wziął oddech. W końcu pozwolił mi samej kontrolować moje dłonie. Byłam zaskoczona tym, że kontynuowałam to. 

Zanim się zorientowałam, moje palce były na jego klatce piersiowej, później na szyi i na jego głowie. 

Przyłożył swoje usta do mojego ucha, zostawiając na nim mokre pocałunki, zanim lekko złapał zębami płatek mojego ucha, zostawiając na mnie nieznajome uczucie. Nachodziły mnie nowe myśli o Harry'm. Czy ja właśnie... chciałam to z nim zrobić? Byłam przerażona moim pytaniem. 

Odsunęłam się od Harry'ego, co spowodowało u niego grymas. Gdy otworzył usta by coś powiedzieć, ja wróciłam do swojego pokoju. Nie chciałam być tylko Baby Doll.


__________________________________________________________________
________________________________________________________________

HEJ :)
NA POCZĄTKU CHCIAŁABYM WAS ZAPROSIĆ NA TEGO OTO BLOGA: http://more-than-this-tlumaczenie.blogspot.com/ . DZIEWCZYNA NIEDAWNO ZACZĘŁA TŁUMACZYĆ FF I ZALEŻY JEJ NA WASZEJ OPINII :) WIĘC, WPADAJCIE A NA PEWNO NIE POŻAŁUJECIE :)

PODOBA WAM SIĘ ROZDZIAŁ?
(przepraszam jeśli są jakieś błędy)

Z KAŻDYM ROZDZIAŁEM ROBI SIĘ CORAZ CIEKAWIEJ, PRAWDA? 

A I CHCIAŁABYM WAM JESZCZE PRZYPOMNIEĆ ŻE INFORMACJE O NOWYCH ROZDZIAŁACH ITP. ZNAJDUJĄ SIĘ NA TT POD HASHTAGIEM: #BABYDOLLPL :)
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE I ZA TAK WIELE WYŚWIETLEŃ.

xx


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 17 - Niezadowolenie

Jego loki w kolorze ciemnego blondu były dokładnie ułożone. Wokół jego ust pojawił się lekki zarost. Wszystko związane z nim wydawało się takie nieznajome, oprócz jego niebieskich oczu.

- Darren, czy to ty? - uśmiechnęłam się. - Skąd wiedziałeś gdzie jestem?

- Nie doceniasz mnie. - jego głos był niższy. - Mam swoje sposoby.

- Jesteś wyższy. - powiedziałam.

- A ty się skurczyłaś. - jego usta wygięły się w uśmiech.

Zaśmiałam się na jego odpowiedź, próbują powstrzymać chęć przytulenia go.

- Jestem tu by się z tobą spotkać, bo nie byłaś zdolna do tego by do nas napisać. Jak się czujesz Lia? - złapał moją rękę. - Czy oni ci coś zrobili?

- Wszystko ze mną dobrze, Darren. Miałam tu parę wzlotów i upadków ale nie działo się nic strasznego.

- Nic strasznego? Masz na myśli że nie byłaś zmuszona do... - urwał.

- Nie. - poinformowałam go.

- Czy ktoś jest teraz w domu? - pochylił się, jego głos był ledwo słyszalny, gdy spojrzał na dom.

- Nie. jestem tylko ja i pokojówka. - powiedziałam.

- Ten skurwysyn nie zmusza cię do spania z nim? - wrócił do poprzedniego tematu.

Wywróciłam oczami na jego słowa, po czym pokręciłam głową.

- To skomplikowane, ale wszystko jest dobrze. To coś o co nie muszę się martwić.

- Nie rozumiem. To dobrze Lia. Ale dlaczego zostawia cię samą? - jego brwi uniosły się w zdziwieniu.

- Więc, okazało się że on nie jest jak ludzie wokół niego. - wzruszyłam ramionami.

- To dlaczego wciąż cię tu trzyma? - objął mnie ręką.

- Kontrakt wciąż obowiązuje.

- To bzdura. - powiedział. - Mógłby to skończyć jeśli by chciał.

- To nie jest łatwe. Harry ma skomplikowane problemy rodzinne i...

- A co jego problemy rodzinne mają do ciebie? Czy chcesz mi powiedzieć że... w jakiś sposób mu pomagasz? - zapytał. - Nie wiem co on ci powiedział ale nie możesz wierzyć temu dupkowi.

- Nie mów tak o nim. Wiem co robię. - powiedziałam zanim pomyślałam.

- Dlaczego go bronisz? - jego głos złagodniał tak jak uścisk mojej dłoni. - On jest kim jest.

- J-ja gonie bronię! Ty nic nie rozumiesz. - powiedziałam.

- Dlaczego nie rozumiem? Wiesz, możesz powiedzieć mi wszystko, Lia. Co się z tobą dzieje? - włożył dłonie do kieszeni swoich spodni.

- Odszedłeś, Darren. Na bardzo długi czas. Wiem że chcesz pomóc i doceniam to. Dużo rzeczy się zmieniło i ....

- Więc ty też. - lekko potrząsnął głową. - To co próbujesz mi powiedzieć. Lia... ten Harry, z którym mieszkasz... jest potworem, i to jest prawda. Oni wszyscy nimi są. Nie bądź ślepa i nie pozwalają sobą tak manipulować. I proszę, nie mów mi że coś do niego czujesz.

- N-nie. - wyjąkałam, mój głos drżał. To co Darren powiedział było prawdą ale miałam trudny czas by zaakceptować tą część Harry'ego. - Wiem jacy są ci ludzie. Nie jestem idiotką.

- Więc nie udawaj przede mną. - powiedział.

Mówił prawdę. Byłam idiotką. Starałam się temu zaprzeczyć ale prawdą było to że naprawdę zaczynałam lubić Harry'ego. Teraz gdy Darren to powiedział, wszystko do mnie dotarło. Nienawidziłam siebie za to jak się czułam.

- Lia...- wyszeptał. - Hej... - chwycił mnie za podbródek i podniósł moją głowę do góry.

- Wszystko będzie dobrze. Jestem pewien że wiesz co robisz, ale bądź ostrożna. Już niedługo uwolnisz się od tego bałaganu. Mam pracę blisko twojego mieszkania wiec zawsze będę w pobliżu. Nie wyjadę znów z miasta. Więc zwiększają się szansę że stąd wyjdziesz. Dobrze wiedzieć że nie jesteś do niczego zmuszana. Twoja mama byłaby wstrząśnięta gdyby coś takiego się działo, i by o tym usłyszała. Więc musisz znieść te warunki jeszcze przez jakiś czas. Wymyślimy coś. - uśmiechnął się. Jego słowa były takie uspokajające. Zaskoczyło mnie to jak łatwo mógł zmyć ze mnie wszystkie obawy i lęki.

- Moja mama... Jakey. Jak oni się mają? - zapytałam.

- Jakey... wszystko z nim dobrze. Chodzi do szkoły.

- Moja mama? - czułam jak wewnętrznie kipiałam, czekając na odpowiedź. Po jego twarzy nie mogłam niczego stwierdzić, ale czułam że to co powie nie będzie miłe.

- Nie chcę cię okłamywać. Ma drobne bóle w klatce piersiowej prawie każdego dnia. - zakrztusiłam się przez jego słowa. - Ale są niewielkie. Więc nie martw się. - dodał.

- Proszę, opiekuj się nią, Darren. Tylko o to cię proszę. - powiedziałam. W rodzinie mojej mamy było wiele chorób serca. Moja babcia odeszła przez atak serca, nie mogłabym znieść myśli że mogą ją stracić w ten sam sposób.

- To mój obowiązek. - powiedział. Wiedziałam że dotrzyma słowa. Był bliski mojej rodzinie.

Nasza rozmowa została przerwana gdy przebiegła obok nas pulchna kobieta. Wlepiała w nas swój ciekawski wzrok.

- Myślę że powinieneś już iść. - powiedziałam. Nie chciałam by ktoś jeszcze zobaczył jak rozmawiam z Darrenem. Nie mogłam ryzykować.

Darren przytaknął.

- Niedługo się z tobą skontaktuję, jakoś. - lekko pocałował mnie w czoło zanim odszedł.



____________________________________________________________________



Pomagał pani Briffen kroić seler, kiedy usłyszałam zbliżający się samochód Harry'ego. Minęło tylko kilka godzin odkąd pojechał do szkoły, a już zaczęłam za nim tęsknić, było mi trudno powstrzymać to uczucie. Nie chciałam być do niego 'przywiązana' emocjonalnie czy w jakikolwiek inny sposób ale była też bolesna prawda. A po rozmowie z Darrenem musiałam zrobić coś by to uczucie się nie pogłębiło.

- Czy zauważyłaś coś dziwnego w Harrym? - pani Briffen odłożyła nóż.

- Co ma pani na myśli?

- Przestał wracać do domu pijany. Przestał przyprowadzać do domu te niedostatecznie ubrane dziewczyny. Nie robi żadnych dzikich imprez w domu. I nie krzyczał na mnie już przez długi czas.

To była prawda, ale pani Briffen szybciej zauważyła te zmiany bo spędziła już wiele lat z Harry'm. Ale nie byłam pewna do czego dążyła.

- To znaczna poprawa.

- To olbrzymia poprawa. - poczułam że była bardziej podekscytowana niż na to wyglądała. - To wszystko ustąpiło po tym jak się tu wprowadziłaś.

Lekko się zaśmiałam. Teraz wiedziałam do czego dążyła. 

- O co chodzi, pani Briffen?

- Wierzę że zmieniasz go na lepsze, kochanie. - uśmiechnęła się.

- Nie, nie. Nie ma pani racji, pani Briffen. Nie jesteśmy niczym o czym pani myśli. On zmienia się na własną rękę. - wzruszyłam ramionami. Chciałam żeby to co powiedziała, było prawdą. Choć to było niemożliwe. Co zrobiłam by go zmienić? Nic. Nie byłam istotna w życiu Harry'ego. Nic dla niego nie znaczyłam. Byłam tylko towarzyszką. To było to.

Przestałyśmy rozmawiać gdy Harry pojawił się w drzwiach kuchni. Wyglądał na złego.

- Głodny? - pani Briffen zapytała go.

Lekko zmarszczył brwi.

- Nie. Chcę tylko porozmawiać z Thalią. - wskazał głową na bok, proponując byśmy wyszli z kuchni.

Gdy wyszliśmy Harry skrzyżował ręce na swojej klatce piersiowej i przejechał po mnie wzrokiem, od mojej głowy aż po stopy.

- O czym chcesz pogadać? - zapytałam.

- Czy ktoś tu był, Lia? - poczułam mocne bicie mojego serca. Nie mogłam mu powiedzieć że Darren tu był. - Wiesz co mówiłem ci o obcych przychodzących do mojego domu.

- Nie wiem o czym mówisz. - skłamałam.

- Nie próbuj kłamać. Pani Millar z naprzeciwka zobaczyła cię gadającą z jakimś gościem.

Przegryzłam wargę zanim mu odpowiedziałam. Teraz wiedziałam kim była ta kobieta. To ona niedawno powiedziała Harry'emu że głośno płakałam.

- On nie wchodził do środka. Był na zewnątrz. Po prostu chciał wiedzieć jak się czuję. - powiedziałam.

- Wciąż mnie okłamujesz. Po tym co dla ciebie zrobiłem. Nie rób tego więcej i może....może ja o tym zapomnę.

- Harry, zrozum mnie. On jest przyjacielem rodziny. Moja mama chciała wiedzieć jak się czuję. Ona jest chora. - wyjaśniłam.

Zmarszczył brwi. Był zły, i to był jego stan którego się bałam. Mam nadzieję że słowa pani Briffen i to co powiedziałam Darrenowi, jest prawdą.

- Mój tata i jego znajomi przychodzą, więc chcę żebyś się zachowywała. - powiedział.

- Nie mów do mnie jak do dziecka. - odparłam. - Nie zamierzam zrobić niczego złego.

- Wierzę ci.

- Skąd on znał adres?

- N-nie wiem. Twierdził że sam go znalazł.

- Słuchaj, powiedziałem ci to już kiedyś. Nie chcę wplątać mojego ojca w jakieś kłopoty. To wszystko. On ma wiele spraw na głowie. Mniejszość ludzi wie tylko o tych dobrych.

Przytaknęłam, mimo że moim największym marzeniem było by Damian wpadł w kłopoty.

- Nieważne. Mój ojciec przychodzi z kilkoma znajomymi by omówić ze mną biznesowe sprawy. Chcę żebyś na trochę została w pokoju. On ma tendencję do zadawania wielu pytań. - kontynuował. Biznesowe sprawy? On ma 19 lat. I nie wyglądał na kogoś szczególnie uzdolnionego.


_____________________________________________________



To był dobry pomysł by unikać Damiana, więc zostałam na górze. Ale mogłam go zobaczyć, wkraczającego do domu z trójką innych ludzi. Pani Briffen otworzyła im drzwi, uśmiechając się. Harry czekał na nich w czystym holu, po czy zaprowadził ich do salonu gdzie widziałam wszystko lepiej. Chciałabym wiedzieć o czym była cała rozmowa.

Ciemno włosy mężczyzna, wyglądający na pochodzącego z Włoch, trzymał za rękę kobietę która, jak mi się wydaje, była jego żoną. Kobieta miała włosy ciemniejsze od mężczyzny i wyglądała egzotycznie. Prawdopodobnie pochodziła z Japonii. Większość z nich była w średnim wieku, ale wyglądali młodziej niż Damian.

To co naprawdę przykuło moją uwagę, to dziewczyna stojąca obok nich. Wyglądała jakby miała tyle lat co Harry, może trochę mniej. Z jej wyjątkowego wyglądu mogłam stwierdzić że była córką tej pary. Najbardziej denerwowało mnie to że miała piękny uśmiech, który posyłała Harry'emu dłużej niż było to konieczne.  


______________________________________________________________________
____________________________________________________________________


Thalia, nie poznaję cię. Robisz się zazdrosna. Czuję że w kolejnych rozdziałach wydarzy się coś ciekawego.

No i teraz w końcu już wiecie kim jest Darren. Chłopak jest przyjacielem Thalii i jej rodziny.
W ogóle, podoba Wam się rozdział?
( przepraszam za błędy jeśli jakieś się pojawią)

A i dziękuję za to że wczoraj miałam ponad 1000 wejść na bloga :)

xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ




sobota, 1 lutego 2014

Mała informacja :)

Hej ludzie :)

Tu wasza @soirishlove. Chciałabym zaprosić was na tego oto bloga z ff http://anotherlove-fanfiction.blogspot.com/ . Mówię Wam: naprawdę warto. Więc wpadać, i komentować. Sprawcie by dziewczyna była szczęśliwa.

A i zaszły małe zmiany na blogu. A mianowicie zmieniłam szablon. Nie wiem czemu, ale strasznie pasuje mi do Baby Doll. A wy co myślicie? :)

xx

Rozdział 16 - Poranek

Obudziło mnie jakieś światło. Poranek był chłodny, a ja byłam przykryta miękką i ciepłą kołdrą. Poczułam znajomy męski zapach.

Łóżko było zbyt duże dla mnie. Byłoby za duże nawet jeśli spałabym w nim z moją rodziną. Ale nigdy rano nie czułam się tak przytulnie i komfortowo. Nigdy też aż tak dobrze się nie wyspałam. Myślę że ten pokój ma w sobie coś takiego co sprawia że czuję się właśnie tak. Nie chciałam wstawać.

Próbowałam mrugać ale moje oczy wciąż były zbyt ciężkie. Moja głową zatopiła się w poduszkę gdy obróciłam się na prawą stronę. Stukanie kropel deszczu o szybę  było piękną melodią dla moich uszu. To sprawiło że w mojej głowie ukazywały się różne, spokojne obrazy. Mocno opatuliłam się kołdrą i zaczęłam zasypiać.

Gdy byłam już blisko snu, usłyszałam czyjeś kroki blisko mnie. Po chwili brzęk dotarł do moich uszu. Powoli podniosłam się i usiadłam na łóżku. Pani Briffen stała obok stolika, cicho wzdychając.

- Thalia? - jej brwi uniosły się w zdziwieniu. Położyła kubek kawy obok świeczki. Zapach napoju dotarł do mnie, miałam nadzieję że to było dla mnie.

- Ty...- jąkała się - Ty i Harry, wy....

Uniosłam brwi, kręcąc głową.

- Nie. To skomplikowane, ale nie. Do niczego nie doszło. Jego nawet tu nie ma. - Podniosłam grubą kołdrę by pokazać jej że nikogo nie było.

- To dlatego, że teraz bierze prysznic. - wskazała kciukiem na drzwi od łazienki. Moje oczy rozszerzyły się gdy dostrzegłam że światła w łazience były włączone, można było też usłyszeć dźwięk wody lecącej z prysznica.

Czy Harry spał w tym łóżku? Pamiętałam że zasnęłam po tym jak wyszedł, chociaż bardzo starałam się by poczekać do jego powrotu.

Moje myśli wróciły do poprzedniej nocy. Pamiętam że Harry wyszedł po tym gdy wszystko mu powiedziałam, moje usta zaczęły robić się suche. Co on zrobił? Może rozmawiał z Richardem.

Pani Briffen lekko skinęła do mnie zanim wyszła. Przeczesałam moje włosy dłonią, mając nadzieję ze nie były w kompletnym nieładzie. Moje serce zamarło gdy Harry otworzył drzwi od łazienki. Jego brązowe włosy były mokre, a kropelki wody spadały na jego nagie ramiona.

Miał na sobie tylko ręcznik owinięty wokół jego bioder. Mięśnie na jego plecach napięły się kiedy sięgnął po mniejszy ręcznik do szuflady. Położył go na swoich włosy, wycierając je nim. Jego tatuaże sprawiały że czułam się niekomfortowo, wolałabym ich nie widzieć.

Czarne obrazki i słowa na jego klatce piersiowej przypominały mi wspólników Richarda. Oni też mieli tatuaże. To oni zabrali mnie od mojej rodziny a jeden z nich chciał ze mną coś zrobić. Nienawidziłam tego wspomnienia.

Złapałam oddech kiedy Harry obrócił się do mnie. Jego jasne oczy kontrastowały z resztą jego ciała. Zniknął w garderobie.

Gramoliłam się na łóżku gdy wrócił, tym razem ubrany. Miał czarne jeansy i białą koszulkę. Jego włosy znów wyglądały na niechlujne gdy stopniowo wysychały z czasem.

- Dzień dobry. - uśmiechnął się do mnie.

- Gdzie byłeś? - tylko to chciałam wiedzieć.

- Wyluzuj, brałem prysznic.

- N-nie. Gdzie byłeś w nocy?

Spojrzał na moje ramiona i zatrzymał tam swój wzrok. Zorientowałam się że moja koszulka odkrywała moje prawe ramię, gdy on złapał ten materiał i podciągnął go na swoje miejsce. Zadrżałam kiedy palce Harry'ego dotknęły mojej szyi.

- Chodź ze mną na śniadanie. Powiem ci. - powiedział i wyszedł z pokoju.



_____________________________________________________



Zaczęłam bawić się swoimi palcami gdy atmosfera w kuchni robiła się coraz bardziej nerwowa. Czułam się jakbym tylko ja w tym pomieszczeniu czuła się niekomfortowo. Nie mogłam spojrzeć na Harry'ego bez wspomnień z wczorajszej nocy. 

Dlaczego on mnie pocałował?

Nie mogłam uwierzyć że chłopak taki jak on może lubić dziewczynę taką jak ja. To nie miało sensu. Byliśmy różni, i na pewno nie byłam w jego typie. Ludzie mówili mi że mam ładną twarz, ale nigdy nie uważałam że jestem atrakcyjna. Rzadko się malowałam i byłam blada jak trup. 

Nie ze o siebie nie dbałam, naprawdę. Zaniedbałam się tylko na chwilę ale to dlatego że straciłam nadzieję na wszystko. Harry nie lubił mnie, on lubił to że dotrzymywałam mu towarzystwa, bo wcześniej był sam w tym dużym domu. Nie chciałam się w to wszystko angażować bo wiedziałam że mogę skończyć ze załamanym sercem. Nie chciałam karmić się fałszywymi nadziejami.

- Rozmawiałem z moim tatą. - napił się kawy zanim kontynuował - Powiedział że nie wie dlaczego Richard to zrobił. - Pewnie że nie wie dlaczego. - Powiedział że z nim porozmawia.

Pani Briffen słuchała, posyłając nam krótkie spojrzenia gdy myła naczynia.

- Richard jest przebiegły, chce zrobić coś mojej rodzinie. - powiedziałam.

Potrząsnął głową.

- Skłamałem mówiąc że sypiamy ze sobą. - wzdrygnęłam się na jego słowa. - Wiesz, po to by uchronić twą rodzinę od niebezpieczeństwa. Wiem co Richard powiedział. Nie możesz mu ufać.

To wszystko? Czy to nie tego Damian chciał? By jego syn przespał się z dziewicą? To 'koniec', nie chciałam tu dłużej zostać. Nie chciałam rozwijać żadnych uczuć, a zostanie tutaj dłużej tylko by mi w tym pomogło.

- Czyli to koniec, prawda? Pozwolisz mi wrócić do domu? - mówiłam z nadzieją.

- Nie całkiem. - zmarszczył brwi.

- Co masz na myśli?

- Kontrakt wciąż obowiązuje. - kontynuował - Trwa jeszcze 5 miesięcy.

- Oh. - westchnęłam. Co ja mam tu robić przez 5 miesięcy?

- Ale może spróbuję skrócić go do 4. Będę próbował, ale nie obiecuję że mi się uda.

Cóż, miesiąc to miesiąc. 

- Dziękuję Harry. - posłałam mu uśmiech. Byłam w dziwnej sytuacji. On sprawiał że niektóre sprawy stawały się łatwiejsze. On martwił się o mnie gdy coś mi było. Pewnie robiliśmy coś złego, ale naprawdę to lubiłam.

Uśmiechnął się. Gdy spojrzałam na jego usta przypomniało mi się gdy spotkały się one z moimi. Co było ze mną nie tak? Pocieszałam się myśląc że przypominam sobie to wszystko dlatego że Harry był pierwszym chłopakiem który tak mnie dotykał. Wiec, naturalnie, jak każda dziewczyna, czułam motylki w brzuchu.

Potrzebowałam uwolnić się od jego... silnego uroku przez kolejne 4 albo 5 miesięcy które spędzę z nim.

- Dobrze się bawiłem ostatniej nocy. - zostałam wyrwana z moich myśli. Harry siedział po drugiej stronie stołu i uśmiechał się do mnie.

- Harry, gdzie spałeś w nocy? - zapytałam.

- Czy to ważne?

Spojrzałam w dół, na moje naleśniki. byłam zakłopotana tym pytaniem, chociaż naprawdę chciałam wiedzieć.

- Obok ciebie. - powiedział, po długiej ciszy. Moje policzki zaczęły się rumienić.


_________________________________________________


Kilka godzin po tym jak Harry wyszedł do szkoły, razem z panią Briffen usiadłyśmy na ganku. Dobrze było tak pooddychać świeżym powietrzem. Powietrze było chłodne, i lekko szczypało moje policzki.

Pani Briffen była lekko zakłopotana po tym co usłyszała w kuchni, więc postanowiłam powiedzieć jej co naprawdę się stało. Ale bez intymnych szczegółów.

Nasza rozmowa została przerwana gdy wysoki mężczyzna podszedł do bramy. Z daleka nie poznałam go. Dopiero gdy podszedł bliżej zorientowałam się kim naprawdę był.

Darren. 


________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________

No i w końcu nowy rozdział. :)
Wczoraj nie pojawił się gdyż nabijałam wyświetlenia do Midnight Memories :D
A z racji tego że rozpoczęłam ferie, będę częściej dodawać rozdziały.

By the way, podoba wam się rozdział?
Pamiętajcie że informacje o nowych  rozdziałach pojawiają się na moim tt: @soirishlove oraz pod hashtagiem: #BABYDOLLPL
(przepraszam też za błędy, jeśli jakieś się pojawią)

xx

CZYTASZ = KOMENTUJESZ